Przejdź do treści
o nas

Walczą z hałasem na wodzie

Starostwo Powiatowe w Wadowicach rzetelnie pomaga mieszkańcom starającym się o ustanowienie Stefy Ciszy na Jeziorze Mucharskim. Na razie na wodach tego akwenu panuje chaos i hałas, a wzdłuż brzegów rozwijają się usługi nastawione na odbiorców szukających tanich i głośnych atrakcji. W analogicznej sytuacji znajdują się społeczności nad innymi polskimi zbiornikami wodnymi. Za nimi kolejny sezon akustycznej udręki.

Połóżcie się na piasku i postawcie przy głowie włączony odkurzacz – uzyskacie atmosferę jaka, dzięki amatorom skuterów wodnych i motorówek, panowała od wiosny przez całe lato nad Jeziorem Mucharskim. Nie zaszkodzi rozbić kilku butelek i rozrzucić nieco śmieci. I jeszcze bas z budy kontenerowej walący na kilometr od źródła. To warunki jakie lubią osoby uzależnione od hałasu. Znacząca grupa mieszkańców gmin Mucharz i Stryszów nie chce u siebie takich gości, ale rzecz jasna z otwartymi ramionami witają ich przedsiębiorcy. Jednego z nich spotkaliśmy przypadkowo na parkingu pod sklepem spożywczym w Spytkowicach w letni poniedziałkowy wieczór. Nagle wystrzał i bulgot, ludzie się oglądają, jakaś kobieta zatyka uszy. Sprawca wytacza się z rzędu pojazdów i jeszcze raz odpala między przechodniami wystrzał z bulgotem. Na samochodzie reklamy: „Wypożyczalnia skuterów wodnych nad Jeziorem Mucharskim”.

Mieszkańcy, którzy mieli tam swoje domy na długo przed tym, gdy utworzono sztuczny zbiornik retencyjny, próbują negocjować z takimi dżentelmenami i dążyć do rozwiązań, które stanowiłyby kompromis pomiędzy ich pomysłami na biznes, a potrzebą spokoju we własnym domu.

Jezioro, którego nie było

Zanim przyjrzymy się działaniom mieszkańców w obronie prawa do spokoju musimy podkreślić pewną kwestię: jezioro w powiecie wadowickim jest bardzo młode, ma dopiero dziesięć lat. Przez dekady tutejsze doliny żyły własnym rytmem, wyznaczonym przez szum rzeki Skawy, cykl rolniczych pór roku i święty, niczym niezmącony spokój. Miejscowi znosili wprawdzie dziesięciolecia niepewności czy rzeczywiście budowa zapory dojdzie do skutku, ale mało kto jednak wiedział – bo i skąd – jak mogłaby wyglądać przyszłość nad wodą w tym konkretnym przypadku. Powstanie sztucznego jeziora wcale nie musi oznaczać bowiem festiwalu hałasu; w wielu miejscach w kraju tego typu akweny powstały wcześniej, są chronione lub pozostają całkowicie niedostępne dla rekreacji motorowej, służąc wyłącznie retencji, przyrodzie i wędkarzom. Mieszkańcy mogli więc spodziewać się tafli wody odbijającej górskie zbocza, a nie plagi ryczących skuterów i dudniących kontenerów z gastronomią. Skąd zatem wzięli się tu ci wszyscy przedsiębiorcy?

Gospodarzem terenu i właścicielem większości linii brzegowej jest Państwowe Gospodarstwo Wody Polskie. To właśnie ta instytucja, reprezentująca Skarb Państwa, za odpowiednimi opłatami wpuszcza na brzegi prywatny kapitał, dzierżawi parcele pod komercyjne przystanie, budy z fast foodem i wypożyczalnie sprzętu wodnego. Biznes wszedł więc tam, gdzie urzędnicy zobaczyli źródło zysku. Co ciekawe, przedstawiciele Wód Polskich narzekają, że fale wywoływane przez skutery wodne i motorówki prowadzą do degradacji przybrzeżnych gruntów, podmywając je z dużą siłą, wobec czego popierają zamysł uregulowania ruchu jednostek silnikowych na akwenie – ale rękami samorządów. Pomijają ten oczywisty fakt, że sami mogliby problem rozwiązać od razu, nie wydając przedsiębiorcom zgód na prowadzenie tego rodzaju działalności. Dotyczy to również działek bezpośrednio przylegających do wody, które stanowią własność prywatną lub samorządową: aby postawić urządzenie wodne (np. pomost, przystań, boję cumowniczą) i wykorzystywać taflę wody do celów komercyjnych (np. wypożyczalnia skuterów), właściciel i tak musi uzyskać pozwolenie wodnoprawne oraz zawrzeć umowę użytkowania lub dzierżawy z Wodami Polskimi. Artykuł i cała sprawa mogłaby więc tak naprawdę kończyć się tutaj: Wody Polskie zezwalają tylko na takie działalności, jakie są korzystne dla akwenu, ludzi i zwierząt, a na pozostałe nie. I kropka. Zamiast kropki mamy jednak coś zupełnie innego.


Gospodarzem terenu i właścicielem większości linii brzegowej jest Państwowe Gospodarstwo Wody Polskie. To właśnie ta instytucja za odpowiednimi opłatami wpuszcza na brzegi prywatny kapitał, dzierżawi parcele pod komercyjne przystanie, budy z fast foodem i wypożyczalnie sprzętu wodnego.

Historia administracyjnych zawirowań

Jak wynika z oficjalnych informacji Starostwa Powiatowego w Wadowicach, próby wprowadzenia regulacji prawnych ograniczających uciążliwości akustyczne trwają od kilku lat, stanowiąc trudny sprawdzian dla lokalnych samorządów. Początki sprzeciwu wobec hałasu na akwenie sięgają 2020 roku, kiedy to Zarząd Zlewni w Żywcu (PGW Wody Polskie) zwrócił się do Starosty Wadowickiego o uchwalenie zakazu używania jednostek spalinowych. Wody Polskie wskazywały wówczas na związane z użytkowaniem łodzi motorowych i skuterów wodnych niszczenie brzegów przez erozję, powstawanie osuwisk, niebezpieczne zachowania sterników, oraz negatywny wpływ hałasu na środowisko naturalne – w tym na ptaki zamieszkujące tzw. ptasie wyspy.

Starosta Wadowicki w odpowiedzi wyjaśnił jednak, że poprawa ogólnego bezpieczeństwa na wodzie wykracza poza jego ustawowe kompetencje a Rada Powiatu może wprowadzić zakaz lub ograniczenie ruchu motorówek wyłącznie na podstawie art. 116 ust. 1 ustawy Prawo ochrony środowiska – czyli wtedy, gdy jest to niezbędne do zapewnienia odpowiednich warunków akustycznych na terenach rekreacyjnych.

W kolejnych latach podjęto dwie próby stworzenia odpowiednich regulacji, jednak obie natrafiły na silny sprzeciw. W czerwcu 2022 r. został przygotowany pierwszy projekt uchwały zakazującej używania silników o mocy powyżej 10 kW (ok. 13,6 KM). Konsultacje społeczne poskutkowały jednak pojawieniem się m.in. 5 petycji grupowych z ponad 900 podpisami przeciwko wprowadzaniu ograniczeń, tyle tylko że były one podpisane przez sympatyków sportów motorowodnych z całego kraju na zasadzie solidarności z miejscowymi kolegami.

Aby rozstrzygnąć spór, Powiat zlecił wykonanie opinii badaczom z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Pilotażowe pomiary wykazały chwilowe poziomy hałasu dochodzące do 69 dBA. Biegli wskazali jednak, że spalinowe jednostki nie są jedynym źródłem hałasu – istotne tło stanowi pobliska droga krajowa nr 28 oraz działalność usługowo-gastronomiczna. AGH zasugerowało podział zbiornika na strefy (np. wyznaczenie strefy motorowodnej w pobliżu zapory i strefy ciszy w pozostałej części).

W kwietniu 2023 r. powstał nowy projekt uchwały zakazujący jednostek spalinowych w południowo-wschodniej części jeziora. Ten wariant również został odrzucony w konsultacjach (315 głosów przeciw, 103 za). Sprzeciw wyraziły także lokalne samorządy – Rady Gmin w Stryszowie i Mucharzu jednomyślnie opowiedziały się przeciwko tworzeniu strefy ciszy. W efekcie Zarząd Powiatu wycofał projekt z procesu legislacyjnego. Co więcej – Gmina Stryszów postawiła w tym sezonie, w idealnie cichym dotychczas sąsiedztwie dworu w Dąbrówce, scenę plenerową w układzie amfiteatralnym. Z uwagi na jej usytuowanie, na wzniesieniu, tuż nad taflą jeziora, jest całkowicie pewne, że każdy koncert jaki zostanie na niej zorganizowany, będzie słyszalny na kilometry.

Gmina Stryszów postawiła w tym sezonie, w idealnie cichym dotychczas sąsiedztwie dworu w Dąbrówce, scenę plenerową w układzie amfiteatralnym.

Ten gest niezwykle wymownie podkreśla kompletny brak zrozumienia władz gminy dla znaczenia zapewniania społeczeństwu miejsc i obszarów pozbawionych hałasu. W dzisiejszych czasach stanową one ekstremalnie pożądaną rzadkość, z uwagi na rosnący poziom hałasu na terenie całego kraju, co dobitnie wyrażają strategiczne mapy hałasu. Ludzie muszą mieć możliwość ucieczki od nadmiaru zbyt głośnych dźwięków inaczej w bliskiej perspektywie, czeka nas jako społeczeństwo zdrowotna katastrofa powodowana ciągłym przebywaniem większości osób w warunkach szkodliwych. Otoczenie natury, jeziora, są z oczywistych powodów miejscami, w jakich ludzie szukają odcięcia od nadmiaru bodźców. Gminy, degradując tę wartość własnymi decyzjami, udowadniają, że zupełnie nic nie rozumieją z batalii o zdrowie społeczne w kontekście dwóch najważniejszych wskazywanych przez WHO zanieczyszczeń współczesności – zanieczyszczenia powietrza i zanieczyszczenia hałasem.

Skutery wodne ponownie pod lupą

W kolejnych latach problem z użytkowaniem hałaśliwych jednostek pływających narastał. W 2026 roku do urzędu wpłynęły kolejne wnioski mieszkańców oraz Stowarzyszenia Mucharski Klub Żeglarski „Jaszczur”, domagające się uregulowania ruchu skuterów wodnych i motorówek.

Przed kolejnym podejściem do tematu Zarząd Powiatu, chcąc uzyskać konkretne argumenty, które mogłyby obronić uchwałę ograniczającą używanie spalinowych jednostek pływających przed sądami administracyjnymi, zlecił przeprowadzenie badań akustycznych. Specjalistyczna akredytowana firma wykonała w połowie sierpnia 2026 r. pomiary hałasu w czterech wyznaczonych punktach rekreacyjnych wokół akwenu.

Jak jednak wynika z oficjalnej odpowiedzi Starostwa z 7 września 2026 roku w sprawie wystąpiły znaczące komplikacje. Wykonawca przedłożył 20 sierpnia 2026 r. wstępne sprawozdanie z pomiarów przeprowadzonych 16 sierpnia, w którym zastosowano metodę próbkowania (15-minutowe rejestracje próbek) zamiast wymaganych w umowie ciągłych pomiarów. Powiat Wadowicki odmówił przyjęcia dokumentu i wezwał firmę do uzupełnienia badań – m.in. o ciągłą rejestrację hałasu z podziałem na krótsze czasy obserwacji, wykaz sprzętów pływających oraz odległości od źródeł hałasu. W odpowiedzi wykonawca – firma SOLDI Sp. z o.o. – w dniu 28 sierpnia 2026 r. złożył oświadczenie o całkowitym odstąpieniu od umowy. W konsekwencji wstępne sprawozdanie nie zostało przyjęte ani zatwierdzone przez Zarząd Powiatu, a urząd wciąż nie dysponuje wiarygodnym i zatwierdzonym raportem z badań akustycznych. Starosta Wadowicki zaznaczył również, że pojawiające się w przekazie medialnym (TVP Kraków) informacje o przekroczeniach norm dotyczyły wyłącznie tych niezatwierdzonych i niekompletnych materiałów wstępnych.

Jednorazowy turysta, kłopotliwe atrakcje

W tym roku konflikt wokół rekreacji motorowodnej na Jeziorze Mucharskim wkroczył w nową fazę. Mieszkańcy, społecznicy i organizacje pozarządowe w licznych pismach i petycjach skierowanych do Starostwa Powiatowego w Wadowicach przedstawiali kompromisowe rozwiązania dla Jeziora Mucharskiego, zarysowując jasne stanowisko: nie chodzi o całkowite wyeliminowanie motorowodniaków, ale o ukrócenie samowoli, ochronę środowiska i wyznaczenie strefy bezpiecznego wypoczynku.

Lokalna społeczność podkreśla, że niekontrolowana i brawurowa jazda skuterów wodnych oraz szybkich motorówek stwarza bezpośrednie zagrożenie i niszczy potencjał akwenu. Pływacy, dzieci, kajakarze, żeglarze oraz osoby na deskach SUP czują się terroryzowani przez pędzące maszyny i wywoływane przez nie fale. Mieszkańcy przytaczają konkretne niebezpieczne zdarzenia, m.in. brawurowe manewry 100 m od brzegu czy niedawny wypadek z udziałem nietrzeźwego sternika skutera, który staranował pomost.

Z kolei hałas generowany przez skutery wodne ma charakter bardzo zmienny, powodowany przez gwałtowne przyspieszenia, skręty, zmianę obrotów silnika. Zgodnie z powoływanymi raportami branżowymi (m.in. Drowning in Noise), nawet przy średnim natężeniu dźwięku taka charakterystyka fal akustycznych skrajnie obniża komfort psychiczny wypoczywających i stałych mieszkańców. Dodatkowo dolegliwość potęgują nielegalne imprezy z głośną muzyką na łodziach czy komercyjne przeloty helikopterów.

Łodzie spalinowe pływają również w rejonie lęgowisk i żerowisk chronionych gatunków zwierząt (stwierdzono obecność m.in. bobrów, zimorodków, nurogęsi czy bielików). Mieszkańcy zgłosili te stanowiska do RDOŚ w Krakowie, wskazując m.in. na przypadki płoszenia stada łabędzi czy niszczenia stromych brzegów oraz pomostów przez wysokie fale wytwarzane przez szybkie skutery wodne. Społeczność wskazuje również na ryzyko niekorzystnych skutków dla modelu rozwoju turystyki. W analizie przygotowanej przez Fundację GreenE² wskazano, że dominacja intensywnej i hałaśliwej rekreacji motorowodnej może ograniczać atrakcyjność akwenu dla części turystyki pobytowej, rodzinnej, żeglarskiej i typu slow tourism, sprzyjając modelowi krótszych pobytów nastawionych na szybkie atrakcje.

W pismach kierowanych do Starostwa krytycznie oceniono dotychczasowe konsultacje z lat 2022 i 2023. Zdaniem autorów miały one charakter „internetowego plebiscytu na zasięgi” i preferowały dobrze zorganizowane, ogólnopolskie środowiska motorowodne kosztem lokalnych mieszkańców rzeczywiście przebywających na stałe i płacących podatki w powiecie wadowickim.

Co zamiast hałasu

Zamiast całkowitego zamykania akwenu dla jednostek silnikowych, strona społeczna wciąż jeszcze gotowa jest do kompromisów, co wyraża naprawdę duży bufor dobrej woli. Trzeba to powiedzieć jasno: prawdziwy, wartościowy wypoczynek, który regeneruje organizm w żadnym hałasie nie jest możliwy od strony czysto fizjologicznej – w tym tworzonym przez skutery i motorówki także nie. Mimo tego ludzie walczący o spokój przedstawiają kompromisowy plan organizacji ruchu na Jeziorze Mucharskim, chcieliby, aby przynajmniej połowa akwenu była wolna od skuterów, zwłaszcza w rejonie siedlisk bobrów i ptactwa. Nadto wskazują na konieczność ograniczenia prędkości w strefie spokojnej do 15 km/h, tam, gdzie byłby dopuszczony ruch tradycyjnych motorówek czy łodzi z silnikami pomocniczymi.

Wśród przedstawionych postulatów znajduje się pas 150 metrów od linii brzegowej, w którym jednostki o napędzie mechanicznym mogłyby poruszać się jedynie z minimalną prędkością gwarantującą sterowność i nie większą niż 5 km/h, a także zakaz używania napędu mechanicznego w promieniu 300 m od Ptasich Wysp. Ponadto protestujący domagają się zakazu używania silników powyżej 10 kW w godzinach od 17:00 do 10:00 rano, a także zakazu głośnej muzyki z łodzi oraz nakaz wodowania jednostek motorowych wyłącznie przez legalne, wyznaczone mariny i slipy. Na koniec proponują, aby od 2032 r. rozważyć dalsze ograniczanie napędów spalinowych, w tym stopniowe przechodzenie w wybranych strefach na cichsze jednostki o napędzie elektrycznym zasilane energią z ogniw wodorowych.

Problemem Jeziora Mucharskiego nie jest samo współistnienie różnych sposobów korzystania z akwenu, lecz sytuacje, w których jedna funkcja przestrzennie lub akustycznie istotnie ogranicza wykonywanie innych

Autorzy postulatów wskazują, że czytelne strefy i limity mogą ułatwiać kontrolę, przy czym ich praktyczna egzekwowalność powinna zostać oceniona przez właściwe służby. Deklarują także gotowość do merytorycznego dialogu ze Starostwem, Wodami Polskimi oraz środowiskiem motorowodnym, dążąc do wypracowania trwałych zasad korzystania z Jeziora Mucharskiego.

Jednym z podmiotów wspierających i porządkujących analitycznie działania strony społecznej jest Fundacja GreenE². W ramach projektu “Studium przypadku zarządzania konfliktem wokół wspólnego zasobu. Zasady ruchu motorowodnego i pogodzenia potrzeb różnych użytkowników jeziora z bezpieczeństwem, ochroną środowiska oraz rozwojem lokalnym” Fundacja przygotowuje analizy i policy briefs dotyczące długoterminowego zarządzania Jeziorem Mucharskim. Uwzględnia w nich perspektywę samorządów, mieszkańców, różnych użytkowników jeziora, przedsiębiorców i ochrony środowiska oraz zasady zarządzania ryzykiem. – Problemem Jeziora Mucharskiego nie jest samo współistnienie różnych sposobów korzystania z akwenu, lecz sytuacje, w których jedna funkcja przestrzennie lub akustycznie istotnie ogranicza wykonywanie innych. Dobra regulacja nie powinna wybierać „zwycięzcy”, lecz rozdzielać funkcje tam, gdzie są niekompatybilne, i łączyć je tam, gdzie mogą bezpiecznie współistnieć. – zwraca uwagę Fundacja GreenE² w swoich analizach.

Walczysz z hałasem?

Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl

4 komentarze do “Walczą z hałasem na wodzie”

  1. Dziękuję za artykuł. To prawda, że nie da się wypoczywać skutecznie nad Mucharskim. Całe lato wyobrażałam sobie, że chodzę między wypoczywającymi z piłą spalinową i ją co jakiś czas uruchamiam. I nikomu to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, ludzie podpisują petycję, abym dalej tą piłę uruchamiała i żeby było głośno i śmierdziało spalinami, są też jeszcze chętni, aby ode mnie taką piłę wypożyczyć i mi za to zapłacić.

    4
    1. Jakie to trafne. Czasami dosadne metafory są potrzebne. Ten hałas i smród jest właśnie taki jak od piły spalinowej i oni to lubią, ekscytują się tym. To jest jakieś zaburzenie, a pewna część społeczeństwa próbuje wmówić innym, że to „rozrywka” i „relaks”.

      2
  2. Tak, Strefy Ciszy to jedyne w naszej rzeczywistości realne rozwiązanie. I tanie, wymaga jedynie wzmocnienia zorganizowania służb porządkowych..

  3. Zgłaszałem do redakcji co dzieje się w Szczawnicy (moje zgłoszenie i Bartka M.) a widzę tu, że inni też mają swoją udrękę z hałasem w terenach wypoczynkowych. Walczcie ludzie, nie dajcie się! ✊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *