Rządowa nowelizacja ustawy o usługach hotelarskich miała uporządkować rynek najmu krótkoterminowego, była więc wyczekiwana przez wszystkich, którzy borykają się z hałasami jakie wynikają z tego rodzaju działalności. Niestety tuż przed uchwaleniem projektu wykreślono z niego szereg istotnych zapisów.
Tam gdzie następuje przemieszanie skrajnych funkcji zawsze pojawiają się konflikty o hałas. Lokowanie głośnych działalności gospodarczych pośród zabudowy mieszkaniowej sprawia, że ludzie chcący korzystać ze swoich domów bądź mieszkań zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem, muszą walczyć z biznesmenami w sądach na podstawie art. 144 Kc będąc zmuszonymi do gromadzenia dokumentacji naruszeń. Ponieważ skala negatywnych zjawisk związanych z tego rodzaju ofertami systematycznie narasta w Polsce tak samo jak za granicą, Ministerstwo Sportu i Turystyki podjęło prace nad znalezieniem rozwiązania. Zaangażowane było również Ministerstwo Rozwoju i Technologii (odpowiedzialne za mieszkalnictwo i planowanie przestrzenne) oraz Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. Efektem miała być nowelizacja ustawy, która zażegna główne problemy związane z najmem krótkoterminowym.
Wczesny projekt był chwalony, ponieważ zakładał nie tylko walkę z szarą strefą, ale przede wszystkim dawał lokalnym społecznościom realną władzę nad rozwojem najmu krótkoterminowego. Samorządy miały otrzymać prawo do tworzenia tzw. stref wolnych od najmu krótkoterminowego lub wprowadzania limitów dni wynajmu w ciągu roku (na wzór miast takich jak Barcelona czy Paryż). Ponadto wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe miały zyskać bezpośredni wpływ na to, czy w ich budynku może powstać kolejny lokal typu Airbnb. Oznaczałoby to, że przedsiębiorca chcący świadczyć takie usługi musiałby uzyskać zgodę mieszkańców, na przykład w drodze uchwały wspólnoty lub pisemnej zgody bezpośrednich sąsiadów.
Choć krytycy takich rozwiązań chętnie powoływali się na art. 64 Konstytucji RP chroniący prawo własności, to udręczeni mieszkańcy po swojej stronie mają równie mocny oręż w Ustawie Zasadniczej. Zgodnie z art. 47 Konstytucji każdy ma prawo do ochrony życia prywatnego i rodzinnego, a art. 76 nakłada na władze publiczne obowiązek ochrony konsumentów i użytkowników przed działaniami będących zagrożeniem dla ich zdrowia czy prywatności. Co więcej, sam art. 64 ust. 3 wyraźnie wskazuje, że prawo własności nie jest bezwzględne i może podlegać ograniczeniom w drodze ustawy ze względu na ważny interes publiczny – a za taki trudno nie uznać prawa do bezpiecznego i spokojnego zamieszkiwania. Dawało to lokatorom pierwszą od lat obietnicę realnego oręża do walki o spokój we własnych domach.
Przed samym przyjęciem dokumentu przez rząd te najważniejsze propozycje zostały usunięte. Z pierwotnych zapowiedzi ostał się głównie szkielet wynikający z wymogów Unii Europejskiej, czyli unijnego rozporządzenia nakładającego obowiązek cyfrowej rejestracji każdego lokalu i nadania mu indywidualnego numeru identyfikacyjnego. Do tego doszły nakazy dla platform takich jak Airbnb czy Booking, dotyczące weryfikacji tych numerów oraz usuwania ofert nielegalnych lub pozbawionych wpisu w rejestrze. Dodatkowo rząd pozostawił absolutne minimum krajowych wymogów – takich jak obowiązek posiadania regulaminu obiektu określający zasady pobytu i bezpieczeństwa gości czy zamieszczenie kontaktu do właściciela lub administratora oraz pakiet szczegółowych przepisów przeciwpożarowych
Usunięcie zapisów dających władzę gminom i mieszkańcom z oczywistych powodów wywołało falę krytyki, w tym ostry spór wewnątrz samej koalicji rządzącej. To, co było bezpośrednim powodem podjęcia prac nad nowelizacją – czyli narastający sprzeciw ludzi zmuszanych do borykania się z hałaśliwymi, imprezującymi czy niszczącymi wspólne mienie tymczasowymi lokatorami – niemal całkowicie zniknęło z pola widzenia projektodawców. Sąsiedzi uciążliwych mieszkań wynajmowanych na doby nie dostali prawa do weta ani decydowania o charakterze własnego budynku.
Ułomność okrojonego projektu doprowadziła do otwartego konfliktu w rządzie – ministra funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz publicznie określiła przyjęty dokument jako „najgorszą ustawę, jaka wyszła z tego rządu”, wprost zarzucając resortowi sportu uległość wobec lobby platform internetowych oraz inwestorów, w wyniku której całkowite koszty społeczne zostają przeniesione na zwykłych mieszkańców i lokalne samorządy. Posłowie Klubu Parlamentarnego Polska 2050 złożyli w Sejmie własny projekt ustawy o najmie krótkoterminowym. Złożenie poprawek zbieżnych z projektem Polski 2050 na etapie prac sejmowych nad ustawą zapowiedziała także Lewica.
Przedstawiciele rządu – w tym wiceminister sportu Ireneusz Raś oraz minister finansów Andrzej Domański – argumentowali w kontrze, że przyjęto zasadę wdrażania unijnych przepisów w zakresie absolutnego minimum, by nie tworzyć nadmiernej biurokracji. Twierdzili również, że zbyt rygorystyczne zakazy uderzyłyby w polskie rodziny i drobnych inwestorów, którzy ulokowali oszczędności w mieszkaniach na wynajem. To osobliwa argumentacja. Ignoruje bowiem fakt, że przez ciągły hałas i uciążliwości najmu krótkoterminowego to właśnie zwykli ludzie, którzy ulokowali dorobek życia w mieszkaniach przeznaczonych do normalnego zamieszkiwania, tracą zarówno wartość swoich nieruchomości, jak i możliwość spokojnego korzystania z nich – tylko dlatego, że ktoś inny postanowił zarabiać na ich krzywdzie.
Na koniec warto pomyśleć o tym, że samo zjawisko wynajmowania nieruchomości na krótki czas jest stare jak świat. Było praktykowane już w starożytnym Rzymie, gdy podmiejskie wille lub nadmorskie posiadłości zyskiwały mieszkańców tylko na czas letni, a w XIX wieku czy latach 20. XX wieku stało się na tyle popularne, że znalazło odzwierciedlenie w postaci stałego motywu literackiego. Nasze czasy przyniosły jednak w tej materii dwie fundamentalne nowości: przeniesienie letniskowego konceptu do miejskich bloków i wielorodzinnych apartamentowców oraz niespotykaną dotąd skalę. Przełom nastąpił w 1995 roku, gdy amerykański programista David Clouse stworzył serwis VRBO, by bez pośredników wynająć swój górski apartament, dając początek globalnym platformom cyfrowym, które zmieniły strukturę współczesnych miast.
Najbardziej brzemienna w skutki okazała się jednak trzecia, współczesna zmiana – ciche przyzwolenie na to, by w wynajmowanych na doby lokalach zachowywać się bez elementarnej ogłady i kultury. Gdyby nie ten kryzys dobrych obyczajów i brak zwykłego szacunku dla sąsiadów, rządy od Warszawy po Paryż nie pracowałyby dziś nad restrykcyjnymi ustawami, a cały biznes nie stałby pod znakiem zapytania. W gruncie rzeczy to dramat całej branży, która cierpi przez błahy powód: brakuje bowiem nie złożonych praw, lecz elementarnego społecznego sprzeciwu dla zachowań patologicznych – rzeczy, która nic nie kosztuje, a wymaga jedynie jej konsekwentnego praktykowania.
Walczysz z hałasem?
Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl



Nam znajomi mówią, że mamy nie najgorzej i nie ma na co narzekać bo nad nami jest drogie mieszkanie rbnb wyposażone na połysk. Nie przyjeżdżają alkoholicy na wieczory kawalerskie & panieńskie. Turyści są OK, ale nikt nie rozumie, że każdy przyjeżdżający ma inny rytm dobowy. Inaczej używa sprzętów, różna liczba osób przyjeżdżających (max. mieści się 6) także to co noc inaczej wszystko słychać w naszym mieszkaniu. Nikt nie zrozumie, kto tego nie miał, że dopóki mieszkała nad nami zwykła rodzina to nawet kiedy byli głośni to dało się psychicznie przygotować i przyzwyczaić na to co robią. Każda rodzina ma pracę, szkołę, nawyki więc z latami się można nauczyć wspólnej koegzystencji i nawet ich nie zauważaliśmy, gdy było to zgrane z naszym życiem. Teraz odkąd ktoś odkupił to mieszkanie i jest ten wynajem to niespodzianki są co wymianę lokatorów. Nie da się wejść w żaden rytm, zawsze to nas zaskakuje, a znajomi mówią nie narzekajcie bo mogło być gorzej. Nie pociesza nas to.
Znowu biznes pod przykrywką obrony „wolności” wygrał z prawem do wypoczynku i nieprzerwanego snu we własnym mieszkaniu.
działalność hotelowa nigdy nie powinna być na blokach.
To nie o sam hałas chodzi. O bezpieczeństwo też. Jak normalnie wychowywać dzieci, co dziennie inni obcy na klatce.