Przejdź do treści
o nas

Techno w Wilanowie

Dyrektor muzeum odwołany, mieszkańcy osiedla zbierają zwłoki ptaków padłych od hałasu, kto i jak badał zgodność parametrów akustycznych imprezy z wytycznymi Politechniki Warszawskiej, tego nadal nie wiadomo – to pokłosie całonocnej imprezy techno zorganizowanej na terenie pałacowego parku w Wilanowie.

Fot: Lesław Dzik

 

Telefony do naszej redakcji od mieszkańców Wilanowa zaczęły się w niedzielę 10 maja z samego rana. Maile przychodziły już w nocy. Ludzie pisali o łomocie nie do wytrzymania, o odczuciu drgań w łóżkach, pulsacyjnym basie, wrzaskach i wyciu uczestników.

Ludzie nie byli zdziwieni faktem organizacji imprezy jako takiej, ale faktem, że coś takiego zdarzyło się na terenie państwowego muzeum. „Nie mieszkamy przy stadionie, remizie, dyskotece tylko przy muzeum. Kupiliśmy tu mieszkanie z powodu tego sąsiedztwa, żeby mieć pewność, że coś takiego się nie zdarzy”, „Jak muzeum może robić coś takiego?! Muzeum powinno pilnować wartości takich jak kultura, szacunek, etyczne postępowanie, a tu jest pijacka mordownia i nazywają to ożywianiem zabytków”, „Skoro muzeum nie ma minimum przyzwoitości, żeby nie dać ludziom spać w nocy, to od kogo w ogóle można tego oczekiwać?” – tego rodzaju sformułowania otrzymaliśmy w wielu wiadomościach. Znacznie bardziej dosadne komentarze zalały internetowe fora i media społecznościowe.

Skąd techno w muzeum?

Imprezę, na którą skarżyli się mieszkańcy – koncert muzyki elektronicznej Circoloco, zorganizowała firma Awake Events na dziedzińcu Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, który znajduje się w otulinie rezerwatu przyrody Morysin. Trwała od 16 w sobotę do 3:30 nad ranem w niedzielę. W wyobrażeniu organizatorów rzeczywiście było to wspominane przez mieszkańców „ożywianie zabytków”. „Ten projekt pokazuje, że poprzez dialog między przeszłością a współczesnością możemy budować nowe znaczenia i emocje wokół miejsc o wyjątkowej wartości kulturowej. Cieszę się, że polska scena i publiczność są gotowe na bardziej świadome, całościowe podejście do kultury i historii. Wierzę, że kolejne instytucje będą dołączać do tej inicjatywy i otwierać się na nową publiczność” – stwierdziła Omenaa Mensah, członkini rady nadzorczej fundacji OmenaahArt Foundation, oficjalnego mecenasa i partnera społecznego wydarzenia. Cóż, mieszkańcy okolicznych osiedli najwyraźniej nie byli jednak gotowi na tak „całościowe podejście do kultury”, ale słowo „awake” w nazwie organizatora przynajmniej przystawało do rzeczywistości: po angielsku oznacza „obudzony”.

W oficjalnej informacji o imprezie możemy przeczytać jeszcze, że: „To połączenie barokowej architektury z nowoczesną produkcją muzyczną” oraz że „Wydarzenie ma charakter kulturalno-społeczny, a część dochodów zostanie przeznaczona na renowację dziedzictwa kulturowego.”
Na nagraniach wykonanych z okien i balkonów okolicznych osiedli trudniej dostrzec te wzniosłe ideały, to po prostu dudnienie i wrzaski z odległości kilkuset metrów, słyszalne tak, jakby dobiegały z wnętrza mieszkania, a nie z rozświetlonego punktu w centrum kadru.

Zdjęcie ilustracyjne fot. Adobe Stock

 

Co warto nadmienić, w dyskusjach na temat imprezy, które rozgorzały w internecie, także sami uczestnicy przedsięwzięcia pisali, że było za głośno. Tak głośno, że wywracały się wnętrzności, a stopery w uszach, stosowane do łagodzenia negatywnych skutków dla słuchu nie pomagały ani trochę. Fakt, że do tego rodzaju sytuacji w ogóle wciąż dochodzi zawdzięczamy Ministerstwu Klimatu i Środowiska, które nadal nie uzupełniło Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych o zapisy dotyczące bezpieczeństwa akustycznego, co nakazał temu Ministerstwu prezes Rady Ministrów jesienią 2024 roku. Czekajmy dalej, statystyki utraty i trwałych uszkodzeń słuchu u młodych osób, w tym dzieci, są jeszcze wciąż niewystarczająco alarmujące, a NFZ ma nadmiar pieniędzy i chętnie je wyda na leczenie schorzeń i dolegliwości wynikających z narażenia na hałas. Nie ma się co spieszyć.

Żeby nie popękały ściany pałacu

Pałac w Wilanowie jest pomnikiem historii, jest więc cenny dla narodu polskiego. Z tego powodu w 2015 roku akustycy z Politechniki Warszawskiej przeprowadzili analizy możliwego oddziaływania fal akustycznych na bryłę budynku. Za pomocą modeli matematycznych da się ustalić, jaką siłę oddziaływania stare mury mogą znieść, a jakiej nie powinny doświadczać, z przyczyny, która jest bardzo prosta: żeby nie popękały ściany pałacu. Parametry akustyczne imprez organizowanych na terenie muzeum powinny być więc zgodne z wytycznymi ustalonymi przez naukowców. Czy tym razem były? Nie wiadomo, bo ani nie wiadomo co tak naprawdę znajduje się w analizie, ani w jaki sposób monitorowano zgodność z jej wskazaniami. Rzecznika Muzeum zapytaliśmy wprost: „W jaki sposób Muzeum przeprowadziło kontrolę poziomu dźwięku podczas ostatniej imprezy i jakie są jej wyniki? Interesuje nas wgląd w szczegółowy raport wraz z nazwiskiem i informacją o kompetencjach w zakresie akustyki, osoby która przeprowadziła kontrolę”. Odpowiedź od poniedziałku nie nadeszła.

Mediom przedstawiono jedynie lakoniczny komunikat: “Parametry techniczne wydarzenia, w tym poziom emisji dźwięku, były monitorowane zgodnie z obowiązującymi procedurami i uzgodnieniami. Zastosowano rozwiązania mające ograniczyć oddziaływanie akustyczne na pałac oraz otoczenie. Pomiary poziomu dźwięku były prowadzone w różnych punktach na terenie Muzeum i w jego sąsiedztwie. Pomiary poziomu dźwięku prowadzone przez Muzeum wykazały m.in.: w Wielkiej Sieni 82,5 dB (9 maja, godz. 17:16) i 75,5 dB (10 maja, godz. 1:59), w Sali Białej 62,9 dB (9 maja, godz. 21:36). Na górnym tarasie po wschodniej stronie pałacu odnotowano 68 dB (godz. 19:30) i 58 dB (godz. 23:11). W rezerwacie Morysin, na wysokości Altany Chińskiej, poziom dźwięku wyniósł 46 dB (godz. 18:44), z uwzględnieniem odgłosów przyrody. Poza terenem Muzeum wyniki przedstawiały się następująco: przy ulicy Przyczółkowej 9 maja o godz. 19:11 odnotowano 79 dB (z uwzględnieniem ruchu ulicznego), natomiast dla porównania przy Domku Lanciego o godz. 19:10 – 71,3 dB (również z uwzględnieniem ruchu ulicznego). Na plaży w Miasteczku Wilanów 10 maja o godz. 00:58 poziom dźwięku wyniósł 66,9 dB, a pod Urzędem Dzielnicy Wilanów o godz. 1:00 – 70 dB. Warto podkreślić, że w każdy dzień roboczy hałas ruchu samochodowego na ul. Przyczółkowej za dnia wynosi nawet 60 dB na dziedzińcu. Dodatkowo w trakcie pomiarów incydentalny przejazd grupy motocyklistów wygenerował poziom hałasu przekraczający wartości rejestrowane podczas koncertu i wymagał interwencji Policji.”

Powyższy opis wskazuje na pomiary chwilowe, a nie „zgodnie z obowiązującymi procedurami”, ale z interpretacjami jeszcze się wstrzymajmy do zapoznania się z metodologią pomiarów kontrolnych i odniesienia ich wyników do wytycznych z analizy Politechniki.

Fot: Julia Filirowska

 

Skandal się nie kończy

Tuż po imprezie dyrektor Muzeum Paweł Jaskanis czyli osoba bezpośrednio odpowiedzialna za wszystko, co dzieje się na powierzonym mu terenie mówił, że to jednak była kultura z pożytkiem dla muzeum: “Muzeum nie było organizatorem koncertu i nie odpowiadało za jego produkcję artystyczną, sprzedaż biletów ani działania promocyjne. Bezpieczeństwo uczestników oraz ochrona terenu były zapewnione przez odpowiednie służby i podmioty zabezpieczające wydarzenie. […]
Środki finansowe uzyskane z najmu terenu Muzeum zostaną przeznaczone na konserwację i ochronę zabytkowych obiektów oraz przestrzeni historycznych. […] Muzeum analizuje obecnie przebieg wydarzenia, w tym kwestie organizacyjne i komunikacyjne. Wnioski z tej analizy zostaną uwzględnione przy podejmowaniu decyzji dotyczących ewentualnych przyszłych wydarzeń realizowanych na terenie instytucji.”
W miarę upływu tygodnia narracja się zmieniała i szukał winnych: “To producent, który wyprodukował koncert, ma te rzeczy w swoim zakresie działania. Pozwolenie miejskie też musiało być zbudowane na opiniach dostarczonych przez właściwe służby.” i dalej: “Pretensje się kierują ku Muzeum, ale pozwolenie wydały władze Warszawy. Pozwolenie na imprezę masową, bo to zdarzenie miało taki charakter, musiało mieć wszystkie uzgodnienia z odpowiednimi służbami i administracją lokalną”.[…] “Muzeum nie odpowiada za to, co robi producent. My tyko wynajęliśmy ten teren, obserwując samo zjawisko, po pierwsze kulturowe, po drugie oddziaływanie na zabytki i środowisko przyrodnicze. Tutaj nic złego się nie stało”. – mówił w rozmowach z dziennikarzami RMF, radia ESKA i TVN24.

We czwartek Ministra Kultury odwołała dyrektora Jaskanisa ze stanowiska: „Przez ponad dwie dekady Paweł Jaskanis kierował instytucją kultury, która stała się jednym z najważniejszych muzeów w Polsce i rozpoznawalnym miejscem dialogu w obszarze historii, sztuki, przyrody oraz współczesnej refleksji nad dziedzictwem.” – taki komunikat ws. odwołania Pawła Jaskanisa ze stanowiska wydało Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Uzasadnienie ministerstwa jest krótkie: „Powodem odwołania było złamanie przez dyrektora umowy w sprawie warunków organizacyjno-finansowych Muzeum oraz programu jego działania i naruszenie dobrego imienia instytucji.” Minister Marta Cienkowska dodała od siebie: „Nie może być mojej zgody na działania, które uderzają w dobre imię Muzeum i są sprzeczne z jego fundamentalną misją. Autonomia dyrektorów nie może oznaczać zwolnienia z ponoszenia konsekwencji podejmowanych decyzji”.

To interesujący sygnał o tym, że być może jednak istnieją jakiekolwiek granice w swobodzie dręczenia mieszkańców miast całonocnymi hałasami. Zwierzętom, które zdaniem aktywistów nie przetrwały hałasu, życia to jednak nie wróci. W sieci pojawiły się już zdjęcia ptaków padłych na serce. Mieszkańcy Warszawy zabrali się bowiem za dokumentowanie tych strat tak samo, jak robią to po Sylwestrze. Dla dziennikarzy miejskich niezobowiązująca propozycja: warto byłoby porównać liczbę interwencji pogotowia w okolicy miejsca organizacji imprezy, w trakcie jej trwania i zaraz po ze standardowymi danymi z innych tygodni w roku. Dla ludzi chorujących kardiologicznie całonocne dudnienie tego typu jest co najmniej tak samo ryzykowne jak dla ptaków. Wyniki tego rodzaju analizy mogłyby być więc interesujące.

„Nie da się”

Ze strony organów, które po aprobacie dla wydarzenia wyrażonej przez dyrektora muzeum, wydały zgodę na jej organizację, odpowiedzi na zarzuty i skargi wyrażane przez społeczeństwo i media, były te same co zawsze: Urząd miasta w czwartkowym oświadczeniu stwierdził m.in.: “zezwolenia są wydawane na podstawie przepisów z ustawy z dnia 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych, które dotyczą określenia warunków niezbędnych dla zachowania bezpieczeństwa ich uczestników, zasad i trybu wydawania zezwoleń gromadzenia i przetwarzania informacji, odpowiedzialności za szkody, wyrządzone w związku z organizacją imprez. Nie ma żadnej prawnej możliwości zakazania imprezy, ograniczenia czasu jej trwania lub wydania decyzji odmawiającej wydania zezwolenia w przypadku, gdy organizator pomyślnie przeszedł całą procedurę i dostarczył dokumenty wymagane na podstawie przepisów.”
Jak zawsze częściowo mija się to z prawdą, ponieważ owszem, że władze miasta nie mogą odmówić zgody na organizację imprezy w przypadku dostarczenia wszystkich wymaganych zgód, ale zdecydowanie mogą ograniczyć uciążliwość imprezy. Tylko z jakiegoś tajemniczego powodu nigdy tego nie robią. Odpowiednie kompetencje nadaje im Ustawa o samorządzie gminnym oraz ustawa Prawo ochrony środowiska. Szczegółowo omówiliśmy to TUTAJ.
Faktem jest zaś wspomniana niemożność zakazania organizacji imprezy całkowicie, nawet jeśli zachodzi uzasadnione podejrzenie, że będzie ona destrukcyjna dla ludzi i zwierząt, a to zawdzięczamy (znowu to samo) Ministerstwu Klimatu i Środowiska, które nie uzupełniło tego, co premier nakazał mu uzupełnić – patrz drugi akapit tego artykułu.

Organizator imprezy oświadczył dodatkowo: “Jako organizator imprezy masowej działaliśmy zgodnie z ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych i zrealizowaliśmy procedurę uzyskania wszystkich wymaganych zgód, decyzji i opinii, w tym zezwolenia Prezydenta m.st. Warszawy oraz opinii Komendanta Stołecznego Policji, Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej”. O czymś jednak powiedzieć zapomniał – RDOŚ jednoznacznie sprzeciwił się organizacji imprezy (oświadczenie znajduje się TUTAJ i przekazał swój sprzeciw organizatorom, którzy inspektorom po prostu nie odpisali.

Walczysz z hałasem?

Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl

2 komentarze do “Techno w Wilanowie”

  1. Poziomy w dB niewiele mówią specyfice tego hałasu. Jakie graniczne poziomy częstotliwości zostały wygenerowane?
    MKiŚ to instytucja niszczenia środowiska, a nie jego ochrony i nie zrobi sensownej ustawy o imprezach masowych, skoro jest umoczone w ustawę o sporcie…

    1
  2. Skandale wybuchają co roku a po świętym oburzeniu kolejnego roku impreza jest nadal. Nas torturować będzie w czerwcu znowu bank ING imprezą „Silesia Beats” w Parku Śląskim w Chorzowie chociaż zeszłego roku pisaliśmy jako mieszkańcy do mediów błagając żeby nam oszczędzić tego dudnienia. Artykuły były publikowane, krytyka się pojawiła, a w tym roku „wielka radość, celebracja życia i kultury w niesamowitej plenerowej atmosferze” nastąpi kolejny raz.

    6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *