Prawdziwa walka z hałasem dopiero nabiera tempa w miarę jak zmiana stylu życia ogromnej liczby osób w wyniku pandemii COVID-19 okazuje się coraz trwalszym zjawiskiem. Za nowymi zadami funkcjonowania w społeczeństwie nie nadążają stare przepisy – a prawdę powiedziawszy, nawet nie próbują nadążać.
Dwa covidowe lata zmieniły podejście do tego, co można robić w mieszkaniu. W okresie obostrzeń własne cztery ściany stały się dla wielu ludzi nagle wszystkim naraz: domem, biurem, siłownią, placem zabaw dla dzieci, miejscem spotkań towarzyskich. Takie nagromadzenie funkcji na niewielkiej przestrzeni nieuchronnie prowadzi do kolizji oczekiwań z sąsiadami przez wzrost poziomu hałasu generowanego przez liczne czynności i zajęcia wykonywane na niewielkiej przestrzeni.
To co miało być jedynie tymczasowymi niedogodnościami, które każdy znosił, nie mając wyboru i nie mogąc winić sąsiadów za zaistniały stan rzeczy, stało się jednak trwałym zjawiskiem. Wiele firm, widząc w tym konkretne oszczędności po swojej stronie, wprowadziło model pracy zdalnej lub hybrydowej na stałe. Oznacza to, że miliony ludzi spędzają więcej czasu w swoich domach i mieszkaniach, które nie były projektowane jako przestrzenie biurowe.
Nowe konflikty o hałas w budynkach wielorodzinnych biorą się więc z tego, że z jednej strony głośniejsze rozmowy telefoniczne i wideokonferencje, które wcześniej odbywały się w biurach, a teraz są prowadzone w mieszkaniach, mogą nadwyrężać cierpliwość innych ludzi, którzy muszą ich słuchać, ale z drugiej strony osoby pracujące z domu także skarżą się na niedostateczne warunki akustyczne do pracy, jeśli akurat w cudzym mieszkaniu trwa remont, ktoś inny właśnie sprosił gości na imprezę, a jeszcze ktoś inny, również pracujący on-line, ale niekoniecznie używając do tego głosu i słuchu, przestał odprowadzać dzieci do przedszkola, skoro jest w mieszkaniu przez cały dzień i maluchy, które rozpiera energia, dokazują przez wiele godzin dziennie.
Ponadto ludzie, spędzając więcej czasu w mieszkaniach, częściej inwestują w swoje przestrzenie życiowe, co prowadzi do częstszych remontów i modernizacji, generujących hałas w godzinach, które kiedyś były ciche czyli wieczorami i po nocach, jako że w dzień zajmują się w mieszkaniach czymś zupełnie innym. We wcześniejszych latach było powszechne umawianie ekip remontowych głównie w ciągu dnia, kiedy domownicy przebywali w pracy. Obecnie i to się zmieniło.
Ta nowa rzeczywistość pozostała całkowicie nieuporządkowana. Nowa normalność pod kątem akustycznym nie jest wykroczeniem ani złośliwością. Stała się całkowicie odmiennymi od dotychczasowych warunkami funkcjonowania w społeczeństwie, na co nie są przygotowane ani mieszkania, najczęściej niewyposażone w żadne izolacje akustyczne ani stan prawny. Nie zareagowały na nią regulaminy spółdzielni ani wspólnot, nikt na razie nie pokusił się o szersze przemyślenie i uporządkowanie zaistniałego stanu rzeczy.
Myśląc o tym wszystkim w kontekście potrzebnych zmian prawnych należy wziąć pod uwagę również inne zjawiska z zakresu zmian demograficznych i urbanistycznych.
◦ Wzrost populacji w miastach: Liczba ludności w miastach, wszędzie na świecie, rośnie. Zwiększona gęstość zaludnienia oznacza więcej sąsiadów na mniejszej przestrzeni, co samo w sobie zwiększa ryzyko konfliktów hałasowych. Przestrzeni cichych nie przybywa jednak także na wsiach, gdzie zanieczyszczenie hałasem staje się z każdym rokiem coraz większe ze względu na wprowadzanie automatyzacji i prac maszynowych w kolejnych obszarach produkcji rolnej.
◦ Starzenie się społeczeństw: Z jednej strony, populacja seniorów, dla których spokój jest szczególnie ważny, rośnie. Z drugiej, nowe pokolenia, często bardziej mobilne i o zmiennym stylu życia, mają inne przyzwyczajenia, które mogą być źródłem hałasu. Ta rozbieżność potrzeb, w zestawieniu z narastającą tendencją do zachowań egoistycznych u obu tych grup, da o sobie znać szybciej niż sądzimy.
◦ Miasta „15-minutowe”: Koncepcja miast, w których wszystko, co potrzebne do życia, jest w zasięgu 15-minutowego spaceru lub przejażdżki rowerem, staje się coraz popularniejsza. To z jednej strony dobry pomysł, jako że celem jest ograniczenie ruchu drogowego i emisji spalin, co wiele znaczy w kontekście oddychania lepszym powietrzem, nie tracenia czasu w korkach i usunięcia hałasu komunikacyjnego z otoczenia, ale może prowadzić do zwiększenia „lokalnego” hałasu, np. z licznych kawiarni, barów czy imprez plenerowych, które będą skupione na małym obszarze. Niegdyś rolę miast „15-minutowych” spełniały po prostu duże osiedla, na których także znajdowało się wszystko co wówczas ludzie uważali za potrzebne do życia, ale nie można zapominać, że w owych czasach nikt nie wpadał na pomysły lokowania pubów, przedszkoli, klubów fitness czy tym podobnych obiektów na parterach budynków wielorodzinnych. Idea pracy zdalnej nie istniała w ogóle, praktykowano zasady dobrego wychowania, a także zupełnie inne – znacznie mniejsze – były też możliwości prywatnego generowania hałasu przez urządzenia posiadane w mieszkaniach.
Z wszystkich tych powodów należy przypuszczać, że prawdziwa walka z hałasem dopiero nadchodzi. Wiele miast i wspólnot mieszkaniowych nie jest jeszcze przygotowanych na te zmiany. Przepisy dotyczące hałasu często są przestarzałe i nie przystają do nowej rzeczywistości. Dlatego w przyszłości możemy spodziewać się wzrostu liczby skarg i sporów sąsiedzkich na tle hałasu, większego zapotrzebowania na mieszkania o lepszej izolacji akustycznej, co może wpłynąć na ceny nieruchomości, nacisków na skuteczne egzekwowanie zapisów prawa budowlanego, w szczególności dotyczącego akustyki mieszkań, a także rozwoju nowych technologii i rozwiązań do walki z hałasem, takich jak specjalne panele akustyczne czy aplikacje monitorujące poziom hałasu.
Nie jest dla nikogo tajemnicą iż już teraz problem hałasu w miastach jest złożony i ma wiele przyczyn, a trendy społeczne i urbanistyczne, które obserwujemy, sugerują, że może on narastać. Walka o ciszę i spokój będzie więc jednym z kluczowych wyzwań dla mieszkańców i władz miejskich w nadchodzących latach.




Niestety szef mojej firmy właśnie tak zdecydował, że na covidzie mieliśmy zdalną, a później już zarządził, że nie wracamy do biura. Dlatego siedzę w mieszkaniu wiele godzin nie z własnej woli. Każdy przejazd windy to dla mnie mini-trzęsienie ziemi. Słyszę ją w mieszkaniu non-stop, zwłaszcza w nocy. „Szlachta nie pracuje” ma po nocy nie wiadomo co do załatwiania. Ten pisk, zgrzytanie i ten dudniący dźwięk silnika, gdy rusza i hamuje – jest nie do zniesienia. Mam wrażenie, że mój pokój jest odgrodzony od szybu windy tylko kawałkiem kartonu. Do tego dochodzą rury. Gdy sąsiedzi z góry biorą prysznic albo spuszczają wodę w toalecie, w moim mieszkaniu słychać bulgotanie i szum, jakby mi wielki wodospad przepływał przez ścianę. Czy to jest możliwe, że blok się sypie i dlatego to tak jest? Wcześniej nie było aż tak (przymusowo słucham tego od 2020 roku więc mam porównanie). Najgorzej jest wieczorami i w nocy, kiedy wszyscy idą spać – każda spuszczona woda to pobudka albo przynajmniej ostre wyrwanie ze snu. Czy to w ogóle jest normalne? Ma ktoś coś takiego czy po prostu muszę się przyzwyczaić i kupić więcej stoperów do uszu? (które prawie nic nie dają tak na marginesie, bardziej placebo niż efekt).
Ja tak mam. Jestem na 3 pietrze, a czuje sie jakbym mieszkał w tym szybie. Caly czas cos piszczy, brzeczy i stuka, nie wazne czy 5 rano czy 3 w nocy. Jak sasiad wraca z imprezy to ja już mam po spaniu. To samo z rurami, jak sasiad na gorze idzie na kibel, ja slysze jak woda bulgocze mi w scianie. Mieszkam tu od dzieciaka, nie złapałem momentu kiedy to się zaczęło robić aż tak głośne. Rodzice się wyprowadzili do domku na wieś, też nie ideolo, bo tam jest hołota od nocnych wyścigów i kłady, mają jeszcze takiego co każdego dnia wychodzi drewno ciąć na pile tarczowej, ale to co mam ja to jest skraj egzystencji. Jak slumsy.
Wiercenie pominąłeś, chyba, że nie masz. Ja mam psychopatycznych wielbicieli remontów w kilku mieszkaniach w klatce, a blok ma 11 pięter, także ten… Uważam, że robią to na złość innym. Co można remontować rok po roku w klitach 40 metrów?
Jest po pierwszej a ja słucham „to tylko dzieci” wychowywanych bezstresowo piętro nade mną, jeżeli dziesięciolatek i sześciolatek chcą rzucać piłką po mieszkaniu o tej porze to mogą, a ja jeśli się prosiłem grzecznie czy można byłoby o takich porach się nie tłuc, z powodu, że do pracy muszę dojechać na 6 rano, to usłyszałem, że jestem „wrogiem dzieci, aspołeczną jednostką, nienormalny, roszczeniowy, nadwrażliwy, psychiczny, paniczyk się znalazł, dzieci mu przeszkadzają, a kto na jego emeryturę będzie pracował”. Kiedyś lubiłem dzieci, rozweselały mnie, teraz po tym co przechodzę z tymi na górze wolałbym się schylać po mydło we więzieniu dla seryjnych morderców niż przebywać z dziećmi w jednym pomieszczeniu.
Nigdy nie będzie „zielonych miast” jak nie zrobią czegoś z hałasem. Pomysłodawcom miasta „15 minutowe” wyszłyby bokiem tak szybko jakby w nich zamieszkali. Ja tylko piechotą, autobusem, tramwajem bo mnie nie stać. Tak szybko jak będzie mnie stać, będzie samochód. Olewam eko, byle się tylko zamknąć „w puszce”, ale sam. Jazgot w bloku, jazgot na przystanku, piski, komórki, pikanie, tiktoki, melodyjki, w autobusie kilka osób gada naraz na głośnomówiące, oglądają, słuchają muzy. Zatyczki mam zawsze i tak to słyszę. Wiejskie lewaki przywykłe do swoich kurników gdzie mieszkali po dziesięciu rodzeństwa w jednym pokoju może tak lubią, na kupie. Jeśli ktoś chce używać swój mózg samodzielnie, to nie da rady w czymś takim. Zamiast nam robić w miastach „15 minutowe” getta wróćcie do swoich wsi, taki mój apel.
Ta hala co się pali w Czeladzi przy Rzemieślniczej to jest ta, co tak ludziom hałasował ten zakład? Wie ktoś?
Sytuacja, w której jestem ja, jestem całkiem odwrotna od wszystkiego o czym się tu pisze. Sąsiad pode mną zgłosił mnie na policję o hałasowanie, ale przed tym nie odezwał się nawet jednego razu z informacją o tym, że coś ode mnie słychać do niego, co jest dla niego uciążliwe! Od sąsiada nade mną nic nie słyszę ja, dlatego skąd miało mi przyjść do głowy, że ktoś słyszy mnie w mieszkaniu niżej? Ludzie postawcie się czasem w sytuacji tego drugiego.
Posłuchajcie jest w sieci ciekawa rozmowa Marcina Jędrycha z badaczką o tym co robi mózgowi małych dzieci ciągłe wpychanie smartfona przed oczy wszystko będzie jasne dlaczego „to tylko dzieci” zachowują się jak diabły. Rozmowa jest w głupim radiu, z głupim sloganem reklamowym „Daj to głośniej”, ale sama rozmowa jest mądra, warto.
Ludziom się teraz wydaje, że można robić wszystko co się chce, kiedy się chce, jak głośno się chce. Upadła kultura osobista. Brak norm społecznych w zachowaniu jest gorszy od nieprzestrzegania norm hałasu.
Lekceważyłem hałas przez całe życie. Mówiłem jak wszyscy, że „trzeba się przyzwyczaić”, „to tylko dzieci”, „w blokach jest głośno”, „hałas przeszkadza tylko emerytom, którzy nie mają co ze sobą zrobić”. Teraz jestem chory co potrwa nie wiadomo ile miesięcy, a może w ogóle do końca. Mam 49;lat jestem uziemiony w swoim mieszkaniu w bloku gdzie „mnie hałas w niczym nie przeszkadza” i teraz k, rozgrywam godzinami w wyobraźni sceny mordu na kaszojadach, którym nigdy nie zwracałem uwagi „bo to tylko dzieci”, a sukinsyny są takie rozwydrzone, że dobrze po północy, a mi gówniak z bratem jebie czymś w podłogę nad samą moją głową wyje i piszczą, a mamusię słyszę jak klepie do telefonu i tak codziennie, co noc!!! To tylko jedno z mieszkań więc dawniej waliłem piwo albo sześciopak i spałem jak dzidziuś, chociaż zawesze to robili. Pomyślcie gdzie skończycie jeśli robicie tak jak ja, że to „nie jest wasza sprawa”, „ja się nikomu nie wtrącam”, „nic nie da się zrobić, nie ma sobie co nerwów szarpać” k,. co ja bym dał żeby sprawnie stać na nogach i móc skopać dupę gnojkom za to darcie ryja, takie rzeczy się rozumie kiedy jest za późno. Jakbym dobrze spał przez 20 lat to może być się w ogó;le nie pochorował, już się nie dowiem.
Napisałem tu kiedyś na forum komentarz podobny do Twojego gdyż ja też byłem tym człowiekiem co mówi, że „do hałasu można się przyzwyczaić”. Ja wręcz praktycznie rzecz biorąc wywyższałem i śmiałem jak ktoś narzekał, że mieszkając od maleńkości przy linii tramwajowej na parterze ja byłem pewny swego i „nikt mi nie wmówi, że hałas to problem”. Miałem te tramwaje na wyciągnięcie ręki nie w przenośni, tylko w życiu. Wersalka wchodzi w drżenia jak jedzie tramwaj co kilka minut ja tak żyłem zawsze. Nie chcę opisywać drugi raz całej mojej historii jak to było, ale przez porównanie dowiedziałem się jak żyje się bez tego. Mieszkałem przez pewien czas gdzie indziej, bez hałasu. Rodzice już nie żyją, musiałem jednak wrócić do tego mieszkania z hałasem i tramwajami. Jestem w podobnym wieku do Twojego 46 lat, już niedługo 47. W maju pisałem tutaj szczerze swoje myśli, tak sobie wmawiałem, że to mieszkanie sprzedam i uwolnię się od hałasu, a jest październik. Wegetuję w tym hałasie mam życie uczuciowe w ruinie i wszystko. Nie mogę się zabrać do życia ani do związku do niczego nie jestem zdolny. Chciałbym poznać kobietę, to kończy się na marzeniach. Trwam tak bez celu życiowego i to ma miejsce całe życie jestem nikim, kobiety nie chcą takich. Będąc cały czas w hałasie jestem półczłowiekiem. Mam wyobrażenie jak to brzmi, jakbym był malkontentem, ale to jest niemoc nie malkontenctwo dlatego rzadko się tu wypowiadam, ale wszystko czytam codziennie przez co przechodzą ludzie z hałasem. Pociecha, że nie jest się jedynym widać jednak jaki to jest poważny problem gdy długoletnio trwa. Ukończyłem studia wyższe na dobrej uczelni nie wykorzystałem tego do niczego w życiu bo zawsze to poczucie otumanionego zmęczenia, brak woli, siedzę na wersalce, tv leci, tramwaj co kilka minut i to całe moje życie.
Kolego szanowny, nie mam słów. Obaj mamy przes…