Klimat akustyczny jest zasobem, którego jakość ulega postępującej degradacji wraz ze zwiększaniem się liczby hałaśliwych urządzeń produkowanych i dopuszczanych do sprzedaży. Unia Europejska twierdzi, że narzuca normy i wymagania dla producentów sprzętów, które zmierzają do ograniczenia hałasu w środowisku, tylko, czy aby na pewno? Dzisiaj przyjrzymy się temu, co zawierają specyfikacje najgłośniejszych urządzeń domowych i ogrodniczych, które można kupić w każdym sklepie.
Gdy przyjrzymy się sklepowym półkom w dowolnym markecie budowlanym albo sklepie RTV AGD, szybko zdamy sobie sprawę, jak wiele jest sprzętów generujących dotkliwe hałasy. W sektorze domowym prym wiodą urządzenia codziennego użytku, takie jak blendery o dużej mocy, pralki, odkurzacze czy ekspresy ciśnieniowe, których praca w małych mieszkaniach często przekracza próg komfortu psychicznego sąsiadów. Urządzeń do użytku zewnętrznego jest jeszcze więcej: od powszechnych kosiarek i kos spalinowych, zamiatarek, odśnieżarek, po niezwykle uciążliwe dla otoczenia cyrkularki do drewna, rębaki do gałęzi, dmuchawy do liści, pilarki łańcuchowe, a nawet myjki ciśnieniowe. Nawet urządzenia promowane jako nowoczesne, jak pompy ciepła, zewnętrzne jednostki klimatyzacji czy zrobotyzowane kosiarki, jeśli są wykonane z tanich komponentów, generują monotonny, męczący szum lub wibracje. Wszystkie te maszyny, dostępne dla każdego „od ręki”, tworzą wspólnie agresywną kakofonię, która trwale degraduje klimat akustyczny miast i wsi, czyniąc z ciszy towar deficytowy.
Najczęściej winimy sąsiada, który z pasją oddaje się zajęciom ogrodniczym w czasie wolnym, czyniąc nasz odpoczynek niemożliwym albo lokatora mieszkania obok piorącego po nocach czy odkurzającego w nietypowych godzinach. Rzeczywiście godziny użytkowania sprzętów czy ponadprzeciętna intensywność korzystania z nich to jedna strona medalu, ale druga to jednoznacznie same parametry tych urządzeń. Skoro sąsiedzi je kupili, to znaczy że zostały legalnie dopuszczone do sprzedaży. Kto w takim razie stoi za tym, że ich hałasy są tak intensywne, chociaż w XXI wieku to już od dawna nie jest jedyny możliwy stan rzeczy?
Producent sam sprawdza głośność
Klucz do zrozumienia tej sytuacji leży w unijnych procedurach oceny zgodności, opartych głównie na dyrektywie hałasowej (2000/14/WE). W praktyce proces dopuszczania sprzętu do sprzedaży opiera się na tzw. samocertyfikacji. To sam producent, a nie niezależna instytucja państwowa, jest odpowiedzialny za przeprowadzenie pomiarów emisji mocy akustycznej swojego wyrobu zgodnie z określonymi normami. Po wykonaniu testów w warunkach laboratoryjnych – które często odbiegają od realiów przydomowego ogródka – wytwórca wystawia deklarację zgodności WE i nanosi na maszynę charakterystyczną naklejkę z symbolem Lwa, określającą gwarantowany poziom hałasu. Choć w przypadku najbardziej uciążliwych urządzeń, takich jak kosiarki czy rębaki, wymagane jest zaangażowanie tzw. jednostki notyfikowanej, nadzór ten sprowadza się głównie do weryfikacji dokumentacji technicznej, a nie do wyrywkowych testów egzemplarzy prosto ze sklepowej półki. W efekcie system opiera się na zaufaniu do producenta, który – balansując na granicy dopuszczalnych norm – dąży do maksymalizacji wydajności kosztem ciszy, wiedząc, że ryzyko realnej kontroli parametrów akustycznych w fazie użytkowania jest bliskie zeru. Tutaj pojawia się pytanie retoryczne: co woli producent? Zarobić mniej na sprzęcie, który będzie cichszy a więc droższy w produkcji czy więcej na takim, który posiada tylko symboliczne izolatory hałasu albo nie posiada ich wcale?
Unijne normy dla sprzętów
Choć Bruksela chętnie promuje wizję „Europy wolnej od zanieczyszczeń”, w tym akustycznych, to limity, których producenci muszą przestrzegać samodzielnie sprawdzając czy im się to udało są, ale są zadziwiająco wysokie. Dla przykładu: dopuszczalny poziom mocy akustycznej dla popularnych kosiarek spalinowych o szerokości cięcia powyżej 50 cm to aż 100 dB, dla mniejszych jest to 96 dB. Dla porównania: 100 dB to poziom hałasu generowany przez motocykl bez tłumika lub zbliżony do młota pneumatycznego słyszanego z bliska. Unijne limity mocy akustycznej dmuchaw, kos spalinowych i podkaszarek sięgają 105–108 dB. Zbliżone są dla traktorków koszących. Rekordzistami są cyrkularki i rębaki. Normy dla nich oscylują wokół 110 dB. Oznacza to, że unijne wytyczne są tak naprawdę limitami ludzkiej wytrzymałości, a nie jakimikolwiek normami zmierzającymi do kształtowania bezpiecznego klimatu akustycznego w otoczeniu. W praktyce oznaczają, że każdy, kto używa tak głośnych urządzeń na przykład na osiedlu domów jednorodzinnych, dominuje akustycznie nad całym otoczeniem. Producenci, trzymając się górnych granic widełek legalnie zalewają rynek sprzętem, który w świetle prawa jest zgodny z przepisami, ale w świetle akustyki – agresywny i niszczycielski dla otoczenia.
W odniesieniu do sprzętów domowych w większości nie istnieją żadne unijne rozporządzenia, które narzucałyby producentom maksymalny poziom hałasu dla tych urządzeń. Jeden z wyjątków stanowią odkurzacze. Od 2017 roku unijne przepisy wskazują, że nie powinny one generować więcej niż 80 dB.
Technologia, która istnieje, ale kosztuje
Cisza urządzeń jest możliwa i nie wiąże się z brakiem mocy – jest wynikiem precyzyjnej i kosztownej inżynierii, która w segmencie premium jest standardem. W urządzeniach wysokiej klasy producenci stosują szereg zaawansowanych rozwiązań, takich jak bezszczotkowe silniki inwerterowe, które eliminują tarcie mechaniczne, czy wielowarstwowe maty bitumiczne i kompozytowe obudowy o wysokiej gęstości, skutecznie tłumiące drgania u źródła. W przypadku urządzeń ogrodowych, jak kosiarki czy traktorki, luksusowe modele wykorzystują noże o zoptymalizowanym profilu aerodynamicznym, które redukują turbulencje powietrza, oraz systemy aktywnego tłumienia spalin z powiększonymi, wielokomorowymi tłumikami. W sektorze AGD, droższe ekspresy czy blendery są wyposażane w uszczelnione komory dźwiękochłonne i systemy miękkiego startu, zapobiegające nagłym skokom ciśnienia akustycznego.
Dlaczego te rozwiązania nie trafiają do powszechnego obrotu? Odpowiedź jest brutalnie prosta: optymalizacja zysku. Implementacja materiałów pochłaniających dźwięk, precyzyjniejsze wyważenie wirujących elementów czy zastosowanie droższej miedzi zamiast aluminium w uzwojeniach silników podnosi koszt produkcji każdego egzemplarza o kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt euro. W skali milionów sztuk sprzedawanych w marketach budowlanych, rezygnacja z izolatorów hałasu oznacza dla producenta kolosalne oszczędności. Skoro obowiązujące normy są tak liberalne, że pozwalają na sprzedaż wyjącego i huczącego sprzętu, producent nie widzi interesu w poprawianiu jakości życia ogółu społeczeństwa kosztem własnej marży. Dopóki klient, w pogoni za niską ceną, akceptuje produkt, który od dnia zakupu brzmi jak zużyta maszyna przemysłowa, dopóty cisza (i zdrowie, które z niej wynika) pozostanie towarem luksusowym, zarezerwowanym dla najzamożniejszych.
Jak zmienić wadliwy system
Obecny system, oparty na pobłażliwych normach i samocertyfikacji producentów, jest reliktem minionej epoki, w której wydajność mechaniczna stała ponad dbałością o zdrowie użytkowników. Jako konsumenci nie musimy godzić się na rolę pasywnych odbiorców hałasu, a rozwiązaniem nie jest kupowanie droższych, cichszych urządzeń. Prawdziwa zmiana musi zajść na szczeblu legislacyjnym. Brzmi skomplikowanie i takie jest, ale swoją cegiełkę do zmiany stanu rzeczy może dołożyć każdy. Pierwszą rzeczą jaką można zrobić jest pisanie skarg do Europarlamentarzystów ponieważ to oni są ludźmi kształtującymi nowe rozporządzenia. Należy domagać się od nich rewizji dyrektywy 2000/14/WE i wprowadzenia bardziej restrykcyjnych limitów decybeli dla sprzętu dopuszczanego na rynek UE. Analogicznie zgłoszenia, skargi i propozycje warto kierować do posłów, ponieważ to oni ustanawiają prawo krajowe.
Choć parlamentarzyści nie mogą zmienić samej unijnej dyrektywy, mają realny wpływ na to, jak dopuszczony do obrotu sprzęt jest eksploatowany w naszych miastach i gminach. Mogą oni na przykład wprowadzić przepisy wymuszające na instytucjach publicznych, by prace komunalne – takie jak koszenie pasów zieleni czy sprzątanie ulic – były prowadzone wyłącznie sprzętem o obniżonej emisji hałasu. Mają też narzędzia, by ustawowo ograniczyć godziny używania najgłośniejszych maszyn w strefach gęstej zabudowy lub nadać samorządom większe uprawnienia do tworzenia lokalnych stref ciszy, w których priorytetem jest ochrona zdrowia mieszkańców, a nie wygoda operatora spalinowej dmuchawy. Ponadto warto zgłaszać uciążliwości płynące z użytkowania sprzętów do podległej Prezesowi UOKiK Inspekcji Handlowej. Jeśli twój własny sprzęt wydaje się głośniejszy, niż deklaruje naklejka Lwa, masz prawo domagać się weryfikacji parametrów technicznych. Masowa liczba zgłoszeń dotyczących niezgodności parametrów akustycznych zmotywuje organy nadzoru do kontroli oferty rynkowej. W skrajnych przypadkach IH może nakazać wycofanie całej partii towaru ze sprzedaży w kraju i wpisać produkt do unijnego systemu ostrzegania RAPEX (system informujący o produktach niebezpiecznych lub niezgodnych z normami).
Walka o ciszę nie jest zatem walką z postępem, lecz walką o elementarne prawo do zdrowego życia, w którym technologia służy człowiekowi, zamiast go terroryzować – a to, czy za dekadę nasze ogrody i mieszkania będą wolne od akustycznej agresji, zależy w dużej mierze od tego, jak głośno potrafimy się o tę ciszę upomnieć już dzisiaj.
Walczysz z hałasem?
Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl





Proszę o artykuł o normach na kłady i crossy jeżeli jakieś są? Nic na ten temat konkretnego nie znalazłem w sieci samemu. Proszę temat jest potrzebny. Jeżdżą od samego rana, już mi głowa pęka. Każdy dzień wolny i po południe takie jest na wsi. Dziękuję.
No cóż, dopóki wszystko kręci się wokół pieniądza a działania władz są w najlepszym razie tylko pozorne ..