Przejdź do treści
o nas

WHO kontra hałas

Głośna muzyka w słuchawkach to dla wielu osób metoda na odcięcie się od irytujących hałasów w otoczeniu. Niestety, fakt, że jakiś hałas brzmi subiektywnie przyjemnie nie sprawia, aby przestawał być on szkodliwy dla zdrowia.

Dekada kampanii „Make Listening Safe” przełomu nie przyniosła. Prowadzi ją Światowa Organizacja Zdrowia mając na celu zwrócenie uwagi młodych osób na to, jak dźwięki, które są uważane za przyjemne i pożądane mogą zrujnować zdrowie, o ile nie będą dozowane z umiarem i rozwagą. Niestety bowiem dla współczesnego nastolatka czy młodych dorosłych słuchawki stały się niemal częścią ciała. W drodze do pracy czy szkoły, podczas treningu, zajęć sportowych czy w trakcie wieczornego relaksu przed ekranem telewizora czy komputera – dźwięk sączy się przez nie od rana do wieczora. Jednak pod tą warstwą ulubionych dźwięków kryje się narastający kryzys zdrowotny, który Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) dostrzegła już dekadę temu zabierając się do uświadamiania skutków tak zwanego „hałasu rekreacyjnego”.

Źródłem kampanii stały się obserwacje ekspertów WHO dotyczące niepokojącego trendu: ponad miliard młodych ludzi ryzykuje trwałą utratę słuchu tylko dlatego, że słuchają muzyki zbyt głośno i zbyt długo a problem polega na tym, że uszkodzenia słuchu wywołane nadmiernymi dźwiękami są początkowo bezbolesne i kumulują się latami. Okazuje się, że cena elektronicznej rozrywki może być wyższa, niż nam się wydaje. Według prognoz WHO do 2050 roku niemal 2,5 miliarda ludzi na całym świecie będzie borykać się z mniejszym lub większym ubytkiem słuchu. A to nie oznacza tylko osobistego dyskomfortu, ale wymierne straty w gotówce dla gospodarek wielu krajów. Obywatel niesprawny, wykluczony z możliwości pracy na wielu stanowiskach czy wręcz wymagający wypłacania renty zdrowotnej to obciążenie.

Jeżeli zestawimy fakt starzenia się społeczeństw krajów Zachodu i zmniejszającej się sprawności obywateli z powodu zaawansowanego wieku, z faktem, że młodzi też mają bardzo duże szanse na utratę sprawności z powodu stałego przebywania w zanieczyszczonym hałasem i smogiem otoczeniu, to robi się naprawdę nieprzyjemnie. Dlatego WHO robi co może, a nastolatki i tak robią swoje.

WHO robi co może, a nastolatki i tak robią swoje.

Dane z badań naukowych, które stały się bodźcem do zainicjowania kampanii są bezlitosne. Publikacje naukowców potwierdzają, że komórki rzęskowe w ślimaku – odpowiedzialne za przekazywanie sygnałów dźwiękowych do mózgu, są niezwykle wrażliwe. Okazuje się, że ekspozycja na dźwięk o natężeniu 100 dB (czyli np. poziom głośnego koncertu lub kosiarki) przez zaledwie 15 minut dziennie wystarczy, by spowodować trwałe uszkodzenia (National Institute for Occupational Safety and Health – NIOSH 1998. Occupational Noise Exposure: Revised Criteria).
Te kluczowe receptory czuciowe, które przetwarzają mechaniczne drgania fal dźwiękowych na impulsy elektryczne przesyłane do mózgu nie regenerują się. Uszkodzone lub zniszczone przez zbyt wysokie ciśnienie akustyczne, obumierają lub generują słabsze sygnały nerwowe.

Co gorsza, badania naukowe wskazują na zjawisko „ukrytej utraty słuchu”. Możemy przejść standardowe badanie audiometryczne z wynikiem pozytywnym, ale z powodu uszkodzeń synaps między uchem a mózgiem, osoba, której uszkodzenia dotyczą, przestaje na przykład rozumieć ludzką mowę i prawidłowo odsiewać ją od hałasów otoczenia, co staje się formą „wykluczenia społecznego”.

Mając to na względzie eksperci WHO ogłosili, że ponad 1,1 miliarda młodych ludzi (w wieku 12–35 lat) ryzykuje trwałą utratę słuchu z powodu ekspozycji na dźwięki o nadmiernym natężeniu wykorzystywane w celach rekreacyjnych. I na tym oparli uruchomioną w 2015 roku kampanię „Make Listening Safe”. Problem, do którego się ona odnosi, nie dotyczy już bowiem tylko pracowników fabryk czy lotnisk – a zatem środowisk o których bezpieczeństwo akustyczne WHO starała się dbać już wcześniej, ale każdego, kto zbyt mocno przesuwa suwak głośności w swoim smartfonie czy telewizorze.

Głównym celem „Make Listening Safe” nie jest walka z muzyką czy technologią ale radykalna zmiana nawyków użytkowników narażonych na „hałas rekreacyjny”. WHO skupiła się na trzech filarach: edukacji użytkowników w zakresie bezpiecznych poziomów głośności, współpracy z producentami sprzętu audio w celu wprowadzenia inteligentnych systemów ochrony oraz stworzenia adekwatnych regulacji prawnych względem miejsc rozrywki, takich jak kluby, stadiony czy festiwale.

Na przestrzeni lat kampania ewoluowała od prostych komunikatów do zaawansowanej inżynierii. W 2019 roku, we współpracy z Międzynarodowym Związkiem Telekomunikacyjnym (ITU), WHO opublikowało dokument Standard dla bezpiecznych urządzeń i systemów słuchowych (WHO-ITU H.870). Dzięki temu standardowi współczesne smartfony posiadają funkcje mające na celu ograniczenie szkodliwych oddziaływań – powiadomienia o zbyt wysokim poziomie decybeli, automatyczne ściszanie muzyki po przekroczeniu tygodniowej bezpiecznej dawki dźwięku czy profile „bezpiecznego słuchania” dla dzieci. W 2024 i 2025 roku kampania „Make Listening Safe” weszła na kolejne pola, skupiając się na hałasie w grach wideo oraz profesjonalnych turniejach e-sportowych, gdzie gracze spędzają po kilkanaście godzin dziennie w słuchawkach.

WHO w ramach kampanii promuje zestaw prostych zachowań, które mogą uratować nasz słuch bez rezygnacji z ulubionych dźwięków czy muzyki. Najważniejsza zasada to 60/60. Sugeruje ona słuchanie muzyki przez słuchawki na poziomie nie większym niż 60% głośności maksymalnej przez maksymalnie 60 minut dziennie. Rekomendowane są słuchawki z aktywną redukcją szumów (ANC) ponieważ w hałaśliwym otoczeniu (komunikacja zbiorowa, ulica) instynktownie podgłaśniamy muzykę, by zagłuszyć tło. ANC pozwala utrzymać głośność na niższym, bezpiecznym poziomie, a jednocześnie nie słyszeć niechcianych hałasów ulicy. Tutaj bowiem dochodzimy do wspomnianego już wcześniej kuriozum: wiele osób chcąc odciąć się od hałasu w otoczeniu, aplikuje sobie jeszcze głośniejszy hałas prosto w uszy, z czego, z powodów fizjologicznych, nie może wyniknąć nic dobrego. Ułudę poprawy stanowi poczucie, że jest przyjemniej, w rzeczywistości jest to jednak gaszenie pożaru benzyną.

Kolejna kwestia to próby uświadamiania uczestników zabaw klubowych, koncertów i festiwali co hałas muzyczny robi z ich zdrowiem. W ramach kampanii „Make Listening Safe” WHO promuje używanie zatyczek do uszu podczas takich wydarzeń, ale wystarczy obejrzeć dowolną relację wideo z bieżących imprez tego typu, żeby mieć jasność jak bardzo ten przekaz jest w Polsce nieskuteczny. Niedowiarkom polecamy prosty eksperyment: odszukajcie te fragmenty, gdy kamery pokazują z bliska trybuny na koncertach lub meczach i policzcie ile osób ma na sobie słuchawki chroniące przed hałasem lub zatyczki. Nie pomaga fakt, że część akustyków to absolutni fani hałasu i akcje polegające na tym, by mierzyć profesjonalnymi urządzeniami jak głośny hałas uda się celowo wzniecić podnieconej publiczności nie należą w Polsce do rzadkości. Niektórzy idą w ekstrema i nawet podczas spotkania przedszkolaków z akustykiem potrafią zachęcać dzieci do zabaw w rodzaju „zmierzę sonometrem kto z was będzie wrzeszczał najgłośniej”.

„Make Listening Safe” przypomina więc nam wszystkim, że dbanie o słuch to nie tylko unikanie hałasu, ale przede wszystkim świadome zarządzanie głośnością w świecie, który z każdym rokiem staje się coraz głośniejszy. I nie oznacza ono rezygnacji ze słuchania muzyki, tylko zwiększa szanse, że będziemy mogli cieszyć się jej brzmieniem dłużej niż tylko przez połowę życia. Lub znacznie krócej.

Walczysz z hałasem?

Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl

3 komentarze do “WHO kontra hałas”

  1. To mi uświadomiło jak tragicznie jest w otoczeniu. Będąc w mieście ustawiam w smartfonie dźwięk na maxa, a nawet to nie gwarantuje słyszalności audiobooka, idąc ulicą, jadąc zbiorkomem, będąc na korytarzach na uczelni. Wniosek z tego wynikający jest taki, że wszędzie dookoła jest o wiele, wiele głośniej, a oni mówią, żeby nie dłużej jak godzinę słuchać na 60% możliwości sprzętu dziennie. Może mi WHO doradzi co mam zrobić z tym, że Polska jest głośniejsza niż 100% głośności mojego smartfona, o którego bezpieczeństwo zadbali?

    3
  2. Zgadzam się z przedmówcą. Z powodu nawracających infekcji ucha przestałam używać słuchawek „na mieście” i uświadomiłam sobie, że to tylko mocniej eksponuje mnie na hałas, bo słuchawki miały funkcje ANC. Niestety, wokół jest wszędzie – czy na ulicy, czy w parku – pełno szumu aut, hałasu tramwaju, syreny pojazdów uprzywilejowanych coraz głośniejsze, żeby w mocniej wygluszonych autach było słychać, w parku drące się dzieci, słuchanie muzyki i walenie piłką o asfalt, a nie szum drzew i śpiew ptaków, bo został „zrewitalizowany”. Jest to przerażające. Nie wiem, gdzie uciekać.

    2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *