Spokój przed podróżą – to chce zapewnić pasażerom Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy. Władze lotniska zapowiedziały ograniczenie komunikatów nadawanych przez głośniki przez co zmniejszy się hałas w hali odlotów. Tym samym gdańskie lotnisko dołączy do długiej listy innych portów lotniczych, które o akustyczny komfort pasażerów zadbały już wcześniej.
Ciche lotniska nie są na świecie nowością. Zredukowanie do minimum głośnych komunikatów, będących zmorą dla osób oczekujących na swój lot, od lat sukcesywnie wprowadzają porty lotnicze na całym świecie. Można powiedzieć, że to drobnostka – podróżowanie nie należy przecież do aktywności cichych i każdy, kto wybiera się w podróż musi liczyć się z hałasem. Niemniej, jeśli spojrzeć na problem szerzej, to nie da się nie zauważyć, że właśnie w całościowo głośnym doświadczeniu podróżowania każda chwila przerwy i ulgi od zbyt wielu, zbyt głośnych dźwięków robi się na wagę złota.
Dostrzegły to władze gdańskiego lotniska. – Wprowadzamy lotnisko bez komunikatów, aby dać naszym pasażerom komfort i spokój przed podróżą, by nie musieli słuchać wielu ogłoszeń, które nie dotyczą ich lotów. To ograniczy hałas w terminalu i da możliwość skupienia się na odpoczynku czy pracy. Chcemy uczynić podróżowanie bardziej relaksującym doświadczeniem dla pasażerów. Wierzymy, że pomoże to także osobom, które bardzo źle znoszą hałas – powiedział Tomasz Kloskowski, prezes Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy.
Nie będzie już emitowanych z głośników ostatecznych wezwań oraz wezwań dla spóźnionych pasażerów. Wszystkie informacje, podobnie jak teraz, o otwarciu odprawy biletowo-bagażowej czy numerach check-in i gate’ów, będą się wyświetlały tylko na ekranach. Tam pasażerowie przeczytają o rozpoczęciu boardingu, czyli przyjęciu pasażerów na pokład samolotu oraz o ostatnim wezwaniu (last call). W terminalu będą emitowane tylko komunikaty w sytuacjach awaryjnych oraz dotyczące bezpieczeństwa.
Ta decyzja w Gdańsku nie była podyktowana naśladownictwem większych miast takich jak Londyn, Amsterdam czy Dubaj już od jakiegoś czasu starających się zmniejszać doświadczanie hałasu wśród pasażerów, ale przede wszystkim obserwacjami i zgłoszeniami od podróżnych korzystających dotychczas z tego portu lotniczego. Wiele osób zgłaszało bowiem personelowi lotniska, że w nadmiernej liczbie i częstotliwości komunikatów i tak łatwo jest przeoczyć te, które dotyczą konkretnego lotu, a ponadto oczekiwanie na lot, nie należące przecież do krótkich nawet wtedy, gdy wszystko idzie zgodnie z planem, staje się stresującym i irytującym doświadczeniem. Nie zabrakło też komentarzy iż przez harmider powodowany przez komunikaty sami oczekujący zaczynają się zachowywać nerwowo i głośno, nie mogąc prowadzić spokojnej rozmowy i dobrze słyszeć się wzajemnie. Decyzja o zmniejszeniu hałasu komunikatów w terminalu dla pasażerów ma więc szansę przełożyć się również na cichsze zachowanie podróżnych.
Zmiany zostaną wprowadzone w drugiej połowie stycznia 2025 roku.



Lataliśmy z żoną na wakacje gdzieś dalej, ale już nie latamy. Wrzaski, pisk, zawodzenie, płacze dzieci zbyt małych aby latać, przerażonych w tej podróży obok rodziców pasywnych (nie reagują przez cały lot) oraz obsługi tak samo, to nie jest na nasze nerwy. Może powstanie pewnego dnia oferta dla osób chcących podróżować tak, jak podróżowało się w latach 90-tych, mam na myśli – w spokoju.
Dlaczego tak było, że dawniej w podróż młodszych niż 6-7 lat nikt nie zabierał, a teraz 2-3 latki robią z samolotów plac zabaw i rykowisko, tego nie rozumiem.
Ja się z tego cieszę. Dla osób, które często podróżują samolotem, zwłaszcza z przesiadkami, możliwość skorzystania z cichego lotniska byłaby prawdziwym błogosławieństwem, gdyby każde takie było. Mniej stresu, mniej zmęczenia. Ja się nie lubię przesiadać, obawiam się, że się pogubię, a hałas męczy dodatkowo, dużo gorzej się myśli. Podczas przesiadek, które często są najbardziej stresującą częścią podróży, cisza byłaby nieoceniona, słowo daję. Widziałam różne komentarze o tym pomyśle. Osobom, które mają z tym problem, żeby spojrzeć na tablicę i sprawdzić co jest wyświetlone polecam w ogóle nie latać samemu, skoro pilnowanie swojego lotu przerasta możliwości.
Mam pytanie. W przeciągu kilkunastu dni od podjęcia pracy w hali odlotów gdzie jest ekstremalnie głośno pojawiły się u mnie negatywne objawy zdrowotne. Po dniówce mam mdłości, rano w trakcie wstawania z łóżka oraz przez kilka minut mam zawroty głowy, mdłości również. Przed samym podpisaniem umowy o pracę miałem zrobione wszystkie badania więc wiem, że jestem osobą całkowicie i w pełni zdrową. Podczas procesu rekrutacji czas przebywania w miejscach gdzie pracuję obecnie był krótki. Działo się to również w emocjach. Byłem całkowicie skupiony na tym co dotyczyło rekrutacji. Nie zwrócił mojej uwagi hałas. W ogłoszeniu nie było żadnej informacji o warunkach szkodliwych dla zdrowia. Podczas procesu rekrutacji również nikt nic nie mówił. Nie wolno nam pracować w słuchawkach ponieważ zajmuję się obsługą podróżnych. Nie słyszałbym ich mając słuchawki wiec to wykluczone. Próbowałem podpytać innych. Jedyne co na razie udało mi się od nich usłyszeć to że nie jest to „praca dla słabych”, „niektórzy szybko się zwalniają”, „nie jesteś tu na wakacjach”, „przestaniesz narzekać jak dostaniesz pierwszą wypłatę”. Komentarze takie wskazują na bierność pracowników, nie ma mowy o zorganizowaniu grupy żeby spróbować poprawić istniejące warunki. Hałas pochodzi po pierwsze od absurdalnie głośnych i ciągłych zachowań podróżnych zachowujących się jak bydło, w drugiej kolejności od zbyt głośnych, nadawanych co chwilę komunikatów. One są taką kakofonią wśród tych wrzasków, że nikt z niczego i tak nie skorzysta. Logika jest tutaj poroniona. Zamiast zapanować nad bydlęcym zachowaniem podróżnych dano komunikaty ekstremalnie głośne. Mam prostą aplikację na hałas w telefonie, w momencie włączania komunikatu wychodzi mi 97-103 dB. Jest to bardzo głośno, chociaż wiem, że aplikacja nie może być dowodem oficjalnie uznanym nigdzie, piszę poglądowo co ustaliłem. Nie rozumiem postawy innych pracowników. Razem moglibyśmy coś uzyskać. To nie jest rozwiązanie, że ludzie się szybko zwalniają nie mogąc wytrzymać. Lepiej byłoby poprawić warunki z korzyścią dla wszystkich. Nie namówię ich jednak, patrzą tylko na zysk, ponieważ praca jest intratna, nie rozumiejąc utraty zdrowia. Nie uwierzę, że na innych wcale to nie działa, uważam, że przemilczają to. Na razie nie chcę iść do inspekcji pracy czy czegoś takiego, ponieważ próbuję się zorientować jak mogę z tym postąpić żeby przedwcześnie nie zrobić jakichś kroków, które spowodują, że wyrzucą mnie z pracy żebym milczał. Dopóki do niej chodzę mam możliwość obserwowania co się tam dzieje i co dzieje się ze mną. Może ktoś z Was tutaj mi podpowie jakiś pomysł co mógłbym zrobić?
P.S. Nie pracuję na lotnisku z artykułu.