Przejdź do treści
o nas

Bardzo głośne lato

Uzupełnienie Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych o kwestie akustyczne prezes Rady Ministrów nakazał Ministerstwu Klimatu i Środowiska jesienią 2024. Podjął taką decyzję po trwającym dekadę sporze kompetencyjnym pomiędzy tym resortem a Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji, w trakcie którego ministerstwa usiłowały nawzajem obarczyć się niewdzięcznym zadaniem. Po dwóch kolejnych latach zbyt długich i zbyt głośnych imprez plenerowych sprawdziliśmy na jakim etapie znajdują się obecnie prace nad nowelizacją ustawy.

Telefon dzwoni codziennie. Ludzie mówią nam, że nie wytrzymają ani weekendu więcej, nie mają dokąd uciec, nie mogą nie przespać kolejnej nocy. Proszą żebyśmy przyjechali i nagrali jak jest głośno, bo nikt im nie wierzy, że to aż tak dudni. Chodzi o trwające od początku lata plenerowe imprezy masowe odbywające się w miastach i na wsiach. Nie są odosobnione przypadki, gdy w stałym miejscu imprezowym na terenie gminy wydarzenia takie mają miejsce w każdy weekend od piątku do niedzieli, bywa, że nawet od czwartku. Raz festyn gminny, po nim impreza komercyjna promująca taką czy inną markę, koncert zwieńczony potańcówką od szesnastej do czwartej nad ranem, pokaz monster trucków, znowu koncert i tak od wiosny do jesieni. Nowelizacja miała zaprowadzić porządek w tym chaosie.

Zaczniemy od złej wiadomości: na razie żadnej nowelizacji Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych nie będzie. Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie prowadzi obecnie prac nad sformułowaniem zapisów dotyczących oddziaływania na środowisko hałasu z takich wydarzeń ani takich, które uwzględniałyby aspekt fizycznego bezpieczeństwa uczestników w kontekście oddziaływania fal dźwiękowych. Co jest dziwne, tak po prostu. Obecnie standardowe nagłośnienie koncertowe generuje poziom ciśnienia akustycznego sięgający nawet powyżej 140 dB. To granica natychmiastowego urazu barometrycznego – siła, przy której dochodzi do rozerwania bębenków usznych, powodująca nagły wstrząs i falowy rezonans klatki piersiowej mogące doprowadzić do śmiertelnego zawału lub zatrzymania akcji serca. Dalsze zwlekanie z opracowaniem odpowiednich przepisów mogących stanowić środek prewencyjny przed nadmiernymi zapędami części realizatorów dźwięku, wydaje się igraniem z losem.

Większa swoboda dla gmin

Ministerstwo pracuje jednak nad czymś innym, a mianowicie nad zmianą art. 157 ustawy Prawo ochrony środowiska, które zamierza uzupełnić o nowe zapisy. Wydział Relacji z Mediami, Departament Edukacji i Komunikacji Ministerstwa Klimatu i Środowiska, określa to tak: „Projektowane regulacje mają na celu wprowadzenie rozwiązań prawnych, które umożliwią radom gmin określanie, w drodze uchwał stanowiących akty prawa miejscowego, szczegółowych zasad i warunków organizowania uroczystości, imprez oraz innych legalnych zgromadzeń. Kluczowym elementem tych rozwiązań będzie uwzględnienie potrzeby zapewnienia odpowiedniej ochrony środowiska akustycznego, w szczególności w kontekście negatywnego wpływu nadmiernego hałasu na zdrowie i komfort życia mieszkańców. Proponowane przepisy umożliwią organom samorządu terytorialnego bardziej elastyczne i adekwatne reagowanie na lokalne uwarunkowania. Uchwały podejmowane przez rady gmin będą mogły w szczególności określać obszary objęte ograniczeniami w zakresie organizacji wydarzeń generujących hałas. Dotyczyć to może zarówno wyznaczania stref o szczególnej ochronie akustycznej, takich jak tereny w pobliżu szpitali, domów pomocy społecznej, placówek oświatowych, obszarów o zwiększonej wrażliwości mieszkańców, jak i ustalania zasad obowiązujących na pozostałych terenach.”

To dużo optymistycznie brzmiących słów, które zderzą się w praktyce z tymi samymi ograniczeniami, z którymi zderzają się przepisy aktualnie istniejące i obowiązujące. Są to zawarte w Prawie Ochrony Środowiska:

Art. 156
1. Zabrania się używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających na publicznie dostępnych terenach miast, terenach zabudowanych oraz na terenach przeznaczonych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe.

2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do okazjonalnych uroczystości oraz uroczystości i imprez związanych z kultem religijnym, imprez sportowych, handlowych, rozrywkowych i innych legalnych zgromadzeń, a także podawania do publicznej wiadomości informacji i komunikatów służących bezpieczeństwu publicznemu.

Art. 157

1. Rada gminy może, w drodze uchwały, ustanawiać ograniczenia co do czasu funkcjonowania instalacji lub korzystania z urządzeń, z których emitowany hałas może negatywnie oddziaływać na środowisko, z zastrzeżeniem ust. 2.

2. Ograniczenia, o których mowa w ust. 1, nie dotyczą instalacji lub urządzeń znajdujących się w miejscach kultu religijnego.

Przekładając je z języka urzędniczego na ludzki: nagłośnienia w terenie nie wolno używać nigdy, poza imprezami, na które władze lokalne wydały zgodę. Organ samorządu, wydając zgodę może wpisać w nią ograniczenia czasu trwania imprezy. I konkluzja ostatnia z powyższych przepisów: kościołowi wolno wszystko i żadne ograniczenia go nie dotyczą. Jednak władze gmin tych przepisów nie używają, bo nie wiedzą jak. Z bezpośrednich rozmów z przedstawicielami gmin wiemy, że potrzebne są im proste i konkretne ramy, w których mogliby się poruszać.

Nieszczęsny los uchwał

Ta urzędnicza nieporadność i brak wiedzy sprawia, że dotychczasowe próby walki z hałasem na podstawie art. 157 POŚ kończą się fiaskiem – Wojewódzkie Sądy Administracyjne uchylają uchwały rad gmin i miast jedną za drugą. Na tej podstawie Ministerstwo Klimatu i Środowiska doszło do wniosku, że z przepisem jest coś nie tak i jest on zbyt mało precyzyjny, zamiast zastanowić się raczej co było nie tak z uchwałami zakwestionowanymi przez WSA, bo to tutaj jest pies pogrzebany. Sądy unieważniają uchwały gmin nie dlatego, żeby ochrona mieszkańców przed hałasem była nielegalna, lecz dlatego, że gminy produkują bezmyślne, ogólnikowe i arbitralne potworki prawne bez żadnego merytorycznego uzasadnienia.

Przykład z Krakowa: „§ 1. Wprowadza się na terenie miasta Krakowa ograniczenie czasu funkcjonowania instalacji i korzystania z urządzeń, z których emitowany hałas może negatywnie oddziaływać na środowisko, w tym w szczególności urządzeń nagłaśniających, od poniedziałku do niedzieli od godz. 22.00 do godz. 6.00 następnego dnia.” Do tak sformułowanego przepisu urzędnicy wrzucili wszystko – od tramwajów i samochodów, czyli urządzeń bezsprzecznie powodujących hałas negatywnie oddziałujący na otoczenie, przez urządzenia do sprzątania ulic po urządzenia nagłaśniające, które tak naprawdę były wyjściowo celem prac legislacyjnych, ale urzędnicy dali się ponieść naciskom grupy mieszkańców, która sugerowała, żeby od razu włączyć do przepisu „jak najwięcej” i oto efekt – jeden rzut oka wystarczył żeby stwierdzić, że ta uchwała będzie unieważniona. Wojewódzki Sąd Administracyjny w żadnym razie nie mógłby uznać jej za zasadną i nie uznał. Nie jest to jednak wina niewystarczającej mocy art. 157 POŚ, tylko fantazji radnych miejskich. W kuluarach można usłyszeć też opinie, że to celowe działanie polityczne: urzędy formułują uchwały w sposób wadliwy po to, żeby móc okazać mieszkańcom, jak bardzo dbają o ich komfort i zdrowie, ale puszczają w tym samym czasie oko do przedsiębiorców z branży rozrywkowej: zrobimy to tak, żeby się wam żadna krzywda nie stała.

Tymczasem mechanizm obrony mieszkańców przed hałasem na podstawie art. 157 POŚ mógłby zdaniem prawników zadziałać, gdyby tylko zacząć go poprawnie używać. Przykładowo: jeśli w danej miejscowości istnieje stałe miejsce imprezowe, które co weekend terroryzuje hałasem okoliczne osiedla, gmina powinna zacząć od wykonania oficjalnych pomiarów hałasu – nie pod samą sceną, lecz bezpośrednio w strefie zabudowy mieszkaniowej. Wynik takiego pomiaru, przeprowadzonego przez gminny wydział ochrony środowiska, WIOŚ lub akredytowane laboratorium, urząd powinien zestawić z wykazem norm oraz merytoryczną bazą prac naukowych o szkodliwym wpływie hałasu na zdrowie czy wręcz włączyć do procesu prac nad uchwałą lekarzy z miejscowego szpitala czy akustyków z lokalnej politechniki. Nie stoi to poza granicami możliwości urzędu, trzeba po prostu chcieć. Na tej podstawie rada gminy może utworzyć uchwałę ograniczoną obszarowo i celowaną precyzyjnie w rejon powstawania uciążliwości. Przepis stanowiący, że na wyznaczonym, konkretnym terenie używanie urządzeń nagłaśniających dopuszczalne jest np. wyłącznie do godziny 22:00, poparty rzetelnymi danymi i wykazaniem proporcjonalności ograniczeń, ma ogromne szanse obronić się w sądzie. Problem w tym, że gminy, nie mając w swoich szeregach pracowników o odpowiednich kompetencjach akustycznych, wolą nie ryzykować ewentualnej batalii sądowej albo po prostu nie mają pojęcia, jak stworzyć przepis, który obroni się w WSA.

Nowy-stary schemat

W poszukiwaniu rozwiązań Ministerstwo Klimatu i Środowiska zamówiło ekspertyzę pt. „Dobre praktyki w zakresie ochrony środowiska przed hałasem z uroczystości, imprez i innych legalnych zgromadzeń” w firmie KFB Technologies Sp. z o.o., którą przygotował zespół pracowników tej firmy pod nadzorem urzędników resortu. W rezultacie opracowano trzy propozycje zmiany w przepisach, a jako rekomendowany autorzy analizy wskazują następujący wariant:

W ustawie z dnia 27 kwietnia 2001 r. – Prawo ochrony środowiska (t.j. Dz. U. z 2025 r. poz. 647, 1080 ) wprowadza się następującą zmianę w art. 157:

Art. 157
1. (pozostaje bez zmian) Rada gminy może, w drodze uchwały, ustanawiać ograniczenia co do czasu funkcjonowania instalacji lub korzystania z urządzeń, z których emitowany hałas może negatywnie oddziaływać na środowisko.
1a. (nowy) W celu zapewnienia jak najlepszego stanu akustycznego środowiska, rada gminy może, w drodze uchwały będącej aktem prawa miejscowego, określić zasady i warunki organizowania uroczystości, imprez i innych legalnych zgromadzeń, uwzględniając potrzebę zapewnienia należytej ochrony środowiska.

1b. (nowy) Uchwała, o której mowa w ust. 1a, uwzględniając lokalne uwarunkowania, może w szczególności określać:
1. obszary objęte ograniczeniami, w tym strefy wymagające szczególnej ochrony akustycznej, z uwzględnieniem w szczególności funkcji terenu, jego sposobu zagospodarowania oraz gęstości zaludnienia;
2. dopuszczalną częstotliwość i łączny czas trwania takich wydarzeń w określonej lokalizacji w ciągu roku (roczny limit dni imprezowych);
3. ograniczenia dotyczące pory doby, w których dopuszczalna jest emisja hałasu;
4. proceduralne obowiązki organizatorów, takie jak obowiązek zgłoszenia zamiaru organizacji wydarzenia organowi gminy w określonym terminie.

1c. (nowy) Przyjmowanie uchwały, o której mowa w ust. 1a, powinno być poprzedzone analizą, uwzględniającą potrzebę zapewnienia należytej ochrony środowiska.
2. (pozostaje bez zmian) Ograniczeń, o których mowa w ust. 1 i 1a, nie stosuje się do instalacji lub urządzeń znajdujących się w miejscach kultu religijnego.

Nie da się jednak nie zauważyć, że to ten sam schemat, który nie działa dotychczas, tylko w poszerzonej wersji.

Znowelizowany artykuł dałby radom gmin możliwość skrócenia godzin trwania imprez czy wprowadzenia limitu głośnych dni w roku. To krok w dobrą stronę, ale sam w sobie dalece niewystarczający. Co z tego, że impreza skończy się o 22:00, jeśli przez całe popołudnie i wieczór subwoofery będą doprowadzać mieszkańców do szaleństwa? Rekomendowany przepis milczy na temat kluczowego parametru: głośności oraz specyfiki samych fal dźwiękowych. Pozostawienie urzędnikom do przeprowadzenia „analizy” z ust. 1c bez podania im szczegółowych wytycznych technicznych na temat analiz, które mają przeprowadzać to iluzja. Skąd przeciętny urzędnik ma wiedzieć, co tak naprawdę analizować, jakie konkretnie wartości w decybelach wpisać do decyzji? Jak rozchodzi się fala akustyczna w terenie otwartym? Czym różni się pomiar ze wskaźnikiem LAeqD od LAeqN, dlaczego krzywa dB(A) kompletnie nie wyłapuje najbardziej uciążliwych, dudniących basów i na jakiej podstawie zdecydować o zastosowaniu krzywej korekcyjnej dB(C) czy kardioidalnych układów głośników? Bez narzucenia odgórnych ram technicznych gmina dostaje prawo do skracania czasu imprez, ale wciąż pozostaje bezradna wobec mocy samego nagłośnienia.

Niewiedza sama nie zniknie

Na niewiedzy i braku ustawowych wytycznych opiera się dotychczasowa akustyczna pożoga podczas imprez masowych. Organizatorzy robią, co chcą, ponieważ urzędnicy nie mają pojęcia, czego tak naprawdę powinni od nich wymagać. A wymagać – już teraz, bez żadnych nowelizacji – mogą tak naprawdę wszystkiego w tych przypadkach, gdy to gmina lub miasto jest organizatorem lub strategicznym współorganizatorem wydarzenia. W skali kraju jest to statystycznie najczęstszy scenariusz. Piastując taką funkcję, włodarze miast mogą już teraz wpisywać w umowy, co tylko zechcą. Mogą sobie zażyczyć, że podczas koncertu wystąpią tylko tancerze w różowych kapeluszach i że realizator dźwięku nie może przekroczyć 90 dB LCeq podczas całego wydarzenia, ponieważ pośród publiczności znajdą się dzieci i nie chcemy, aby ogłuchły. Organizując własną imprezę, miasto czy gmina nie musi dopasowywać się do życzeń podwykonawców, może narzucić im swoje wymogi od początku do końca. To się jednak nie dzieje ani teraz, ani nie zacznie się dziać samo z siebie po nowelizacji art. 157 POŚ.

Równie ważną składową jest brak możliwości skutecznego egzekwowania narzuconych zasad. Papier przyjmie wszystko, ale co później, w trakcie trwania imprezy, w terenie? Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie jest w nowelizacji w żaden sposób rozważany jako organ, który mógłby zostać zobligowany do prowadzenia kontroli głośności imprez. Policja czy Straż Miejska także nie jest rozpatrywana w takiej roli, a pomysł, by polegać na tak zwanej „samokontroli” organizatora, graniczy z naiwnością. Nakazanie firmie nagłośnieniowej, by sama mierzyła własny hałas i reagowała na przekroczenia, to absolutny kabaret. Samo wpisanie do wniosku danych technicznych czy wyznaczenie »osoby odpowiedzialnej za hałas pod telefonem« niczego nie zmieni, jeśli za przekroczeniami nie pójdzie natychmiastowa reakcja. Jeśli realizator dźwięku przywali dzieciom stojącym pod sceną ciśnieniem akustycznym na poziomie np. 125 dB Peak, to przecież nie pobiegnie do wójta z prośbą o nałożenie na siebie kary finansowej. Bez precyzyjnych, odgórnych wytycznych technicznych, bez obowiązku instalowania zaplombowanych limiterów czy automatycznych rejestratorów hałasu wysyłających dane online z możliwością natychmiastowej reakcji służb, gdy impreza robi się niebezpiecznie głośna, każda wydana decyzja pozostanie wyłącznie pobożnym życzeniem opisanym na kartce. Zresztą sami autorzy ekspertyzy przygotowanej dla ministerstwa wskazują, że samo uszczegółowienie delegacji dla rad gmin zadziała tylko wtedy, gdy gminy dostaną zbieżne z nim, konkretne i precyzyjne wytyczne.

Krainy odległych standardów

O tym co może się w Polsce sprawdzić autorzy analizy dywagują jednakże przyglądając się wzorcom z krajów, które w zakresie świadomości społecznej wpływu hałasu na zdrowie i poszanowania prawa do spokoju znajdują się o lata świetlne do przodu. Obiecującym elementem spośród proponowanych w ekspertyzie – a zaczerpniętych ze sprawdzonych wzorców niemieckich i austriackich – jest koncepcja tzw. »kalendarza akustycznego«. Chodzi o wprowadzenie rocznego limitu dni, w których na danym terenie w ogóle wolno zorganizować głośne wydarzenie plenerowe (np. maksymalnie 10–12 dni w roku dla danej lokalizacji). Dla mieszkańców sąsiednich osiedli byłaby to jasna umowa społeczna i gwarancja, że uciążliwość nie ma charakteru permanentnego, lecz incydentalny. Aczkolwiek w polskich realiach wystarczy, że owe przykładowe dwanaście dni zostanie podzielone na cztery zestawy po trzy dni następujące po sobie i wówczas każdy taki imprezowy weekend może stać się akustycznym piekłem. Mieszkańcy Osiedla Tysiąclecia w Katowicach mogą na ten temat pisać książki. Od dawna są zakładnikami gigantycznych, wielodniowych imprez odbywających się w Parku Śląskim. Zwierzęta mieszkające w pobliskim ogrodzie zoologicznym również.

Lokowanie gigantycznego, wielodniowego festiwalu między blokami czy na osiedlu domów jednorodzinnych nie ma racji bytu w żadnym z krajów, do których autorzy ekspertyzy zaglądają po inspiracje. Jednym z przedstawionych punktów odniesienia jest na przykład Francja, gdzie normy hałasu dla imprez masowych nie są wartością stałą, lecz względną. Autorzy analizy przywołują, jako przykład, że hałas z imprezy nie może przekraczać tam poziomu tła akustycznego o więcej niż 5 dB(A) w dzień i 3 dB(A) w nocy. Jedyny komentarz jaki tutaj pasuje to: z czym do czego!? W Polsce poziom tła na wsi w nocy, gdy maszyny trafią już do swoich garaży i stodół, można przyjąć na około 36-38 decybeli, co w żaden sposób nie koliduje na razie z faktem, że na scenę pod remizą wychodzi DJ Zbobul i odpala 110 dB z głośników, żeby „poczuć moc”. Francuzi będą się rozczulać nad różnicami na poziomie dwóch decybeli, w Polsce ponad 70 decybeli różnicy to na razie błahostka. Projektując rozwiązania trzeba więc wziąć pod uwagę z jakiego punktu w ogóle wychodzimy. Żeby to zrozumieć trzeba wyłączyć asystenta AI, wyjść zza biurka i pojechać na prawdziwą polską imprezę masową, gdzie alkohol leje się strumieniami, czym jest później, tym subwoofery mocniej walą, a dzieci pląsają pod samymi głośnikami „żeby lepiej widziały”.

Walczysz z hałasem?

Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl

1 komentarz do “Bardzo głośne lato”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *