Ukrócenie nieuczciwych praktyk pośredników nieruchomości to wspólny cel Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz partii Polska 2050, które ogłosiły prace nad projektem zupełnie nowej ustawy. Ma ona położyć kres zatajaniu adresów, wad budynków i pobieraniu astronomicznych kwot za wątpliwej jakości usługi.
o hałaśliwych obiektach w otoczeniu nieruchomości – zdjęcie ilustracyjne.
Gdyby rynek handlu nieruchomościami działał jak należy, to dramatów z powodu hałasu byłoby w Polsce o wiele mniej. Możliwość łatwego wyprowadzenia się z problemowego miejsca przynajmniej tę część osób, które dysponują odpowiednimi środkami, uchroniłaby od narażenia na degradację zdrowia fizycznego i psychicznego. Jednak wynajęcie lub zakup domu, to w aktualnych warunkach prawnych przygoda z piekła rodem, o czym wiele osób napisało z własnego doświadczenia pod poprzednim artykułem na ten temat, który znajduje się TUTAJ. Na szczęście problem powszechności nieuczciwych praktyk pośredników nieruchomości dostrzegli politycy.
Ustawa o zawodzie pośrednika w obrocie nieruchomościami i zarządcy nieruchomości to zupełnie nowy akt prawny, nad którym pracuje Ministerstwo Rozwoju i Technologii we współpracy z Polską 2050. Jego najważniejsze cele to:
Przywrócenie Komisji Odpowiedzialności Zawodowej dla pośredników nieruchomości
Po osławionej deregulacji z 2014 roku państwo straciło jakąkolwiek kontrolę nad poczynaniami nieuczciwych agentów. Aktualnie osoba oszukana przez pośrednika nieruchomości może go pozwać korzystając ze ścieżki sprawy cywilnej, co jest skomplikowane i może potrwać latami. Dodatkowo, nawet jeśli poszkodowany wygra, to wyrok w żaden istotny sposób nie wpłynie na dalszą karierę pośrednika. Po prostu zapłaci grzywnę ustaloną przez sąd i może dalej oszukiwać następnych klientów. Tylko poważne konsekwencje, z możliwością odebrania prawa do wykonywania zawodu, mogłyby powstrzymać notorycznych oszustów. Przyjmowaniem i rozpatrywaniem skarg miałaby zajmować się w myśl nowej ustawy właśnie taka Komisja. Jej zadaniem byłoby też aktualizowanie listy osób wykluczonych z możliwości świadczenia usług pośrednictwa.
Zakaz zatajania adresów nieruchomości
Z perspektywy osób poszkodowanych hałasem niemożność dowiedzenia się z góry gdzie znajduje się nieruchomość na sprzedaż bądź wynajem jest największą przeszkodą. Załóżmy, że dziesięć domów mieści się w zakładanym przedziale cenowym, ale znajdują się w odległych od siebie miejscach. Gdyby pośrednicy podawali adresy tego, co mają w ofercie, wówczas sprawdzenie, który dom w ogóle warto zobaczyć, a które należy odpuścić, zajmowałoby kilka minut. Jedno spojrzenie na mapę satelitarną i wiadomo czy w okolicy jest tartak, boisko, ruchliwa szosa, myjnia samochodowa, zbyt wiele innych domów ścieśnionych na niewielkim obszarze i tak dalej. W obecnej sytuacji dowiedzenie się tego zajmuje kilka miesięcy, wymaga nakładów finansowych na paliwo i brania dni wolnych w pracy na wyjazdy, przez co nie da się szybko doprowadzić do pożądanej transakcji. Wielu pośredników jest na tyle bezczelnych, że potrafią w żywe oczy kłamać o tym jak „cicha i spokojna” jest okolica, nawet jeśli dom stoi obok trasy szybkiego ruchu albo gospodarstwa rolnego, w którym od czwartej nad ranem zaczyna się huk maszyn, dlatego ustawowy nakaz ujawniania adresów mógłby bardzo pomóc wszystkim, którzy chcą szybko znaleźć nowy dom.
Zakaz prowizji od obu stron
Branie pieniędzy zarówno od właściciela nieruchomości jak i od osób, które chcą ją kupić lub wynająć to obecnie w Polsce standard, z którego wynikają liczne kłopoty. Po pierwsze zaporowe stawki: właściciele ustawiają ceny nieruchomości wysoko, ponieważ muszą zapłacić pośrednikowi od 3 do 5 procent ostatecznej wartości transakcji. Musi być więc z czego tę kwotę ująć. Dzieje się tak pomimo że od kupującego pośrednik też oczekuje od 3 do 5 procent wartości transakcji jako swoje wynagrodzenie, tyle, że w przypadku kupującego nie ujmuje się go z kwoty ofertowej, tylko dodaje. Procent liczony jest od ceny ostatecznej a zatem agenci robią wszystko co w ich mocy, żeby było jak najdrożej. Do listy „wszystkiego co w ich mocy” należy między innymi: zatajanie wad technicznych i prawnych budynków żeby nie musieć schodzić z ceny adekwatnie do realnej jakości, opowiadanie doskonale znanych wszystkim ofiarom hałasu kłamstw o „cichej i spokojnej okolicy”, „śpiewie ptaków o poranku” i „ucieczce od miejskiego zgiełku”, jako że domy obarczone hałasem mocno tracą na wartości, czy stosowanie manipulacyjnych technik sprzedażowych mających przekonać potencjalnego kupującego, że chętnych jest wielu i powinien się decydować natychmiast (czyli bez rzetelnego sprawdzania stanu rzeczy). Prowizja pobierana tylko od sprzedającego albo tylko od kupującego ukróciłaby część z tych praktyk. Agent pracujący na zlecenie osoby poszukującej nieruchomości do kupna miałby znacznie większą motywację do rzetelnego weryfikowania stanu wybranych dla klienta domów bez prób naciągania na kupno w obliczu istniejących wad – taki scenariusz jest możliwy tylko wówczas, gdy nie płaci mu jednocześnie właściciel tej nieruchomości, której wady trzeba zatajać. Wszystko to dla poszkodowanych hałasem jest bardzo ważne, ponieważ w obecnym stanie rzeczy weryfikacji każdego aspektu transakcji muszą dokonywać tak naprawdę sami patrząc na ręce i właścicielowi i agentowi, co z oczywistych względów jest kolejnym elementem wydłużającym – i to znacząco – czas przebiegu całej transakcji, na co ofiary hałasu po prostu nie mają siły.
Obligatoryjne ujawnianie kosztów utrzymania
Według założeń nowej ustawy wszystkie koszty utrzymania danej nieruchomości mają być jawne od momentu utworzenia oferty sprzedaży bądź wynajmu. Gdyby rzeczywiście tak się stało, byłoby to również olbrzymim ułatwieniem. Obecnie prośba o przedłożenie do wglądu rachunków za media często budzi popłoch. Najczęstszą odpowiedzią jest: „w tym domu od dawna nikt nie mieszka więc nie wiadomo jakie są rachunki, ponieważ media nie są używane”. Za wyjątkiem zawalających się ruder ogrzewanych w latach świetności kozą to rzadko jest prawda, co najwyżej półprawda. Zawsze istnieje bowiem jakiś okres, gdy ktoś jednak w domu zamieszkiwał i go użytkował, nawet jeśli było to jakiś czas temu. Istnieją więc wsteczne rachunki z danego okresu pozwalające zorientować się nawet nie tyle co do kosztów energii, bo te się zmieniają z roku na rok, ale do poziomu jej zużycia. Ponadto zawsze można zamówić specjalistę, który oszacuje energochłonność budynku, użyje kamery termowizyjnej aby ocenić stan izolacji i wskaże potencjalne słabe punkty, o których kupujący lub najemca powinien wiedzieć z góry. Na razie ten poziom staranności to senna fantazja nie mająca wiele wspólnego z rzeczywistością, ale projektanci ustawy mają ambicję uczynić ją stanem rzeczywistym.
Na razie nie wiadomo kiedy możemy się spodziewać wprowadzenia nowej ustawy w życie, nie wiadomo też jaki będzie jej ostateczny kształt. Nie jest niespodzianką iż środowisko pośredników nieruchomości odnosi się niechętnie do zapisów, które prowadzą do ograniczenia ich swobody, opór tego lobby będzie więc silny. Proponowane przez Ministerstwo i Polskę 2050 zmiany są korzystne i dają nadzieję na takie ukształtowanie rynku, które pozwoliłoby na szybkie i skuteczne znajdowanie odpowiednich nieruchomości – a zatem, jeśli mają Państwo za sobą upiorne doświadczenia z pośrednikami, które zamiast przybliżać Was do zamieszkania w upragnionym, spokojnym miejscu, tylko Was od tego oddalają, to podzielcie się swoimi refleksjami z autorami projektowanej ustawy. Warto utwierdzić ich w przekonaniu, że ich propozycje to bardzo dobry pomysł.
Z Ministerstwem Rozwoju i Technologii można skontaktować się pod adresem:
Departament Gospodarki Nieruchomościami
tel. 22 323 40 33
e-mail: sekretariatDN@mrit.gov.pl
Kontakt do sekretariatu partii Polska 2050 to:
Biuro krajowe
ul. Marii Konopnickiej 6 lok. 257,
00-491 Warszawa
biuro@polska2050.pl
Kamil Wnuk
Poseł na Sejm RP
kamil.wnuk@polska2050.pl
Na koniec ciekawostka: gdy rozpoczynałam pracę nad poprzednim artykułem na ten temat, na sprzedaż w Polsce było wystawionych w największym polskim serwisie z nieruchomościami Otodom.pl 123 213 mieszkań i 57 014 domów. Było to w dniu 25 października 2023. Obecnie, w tym samym serwisie jest wystawionych 146 491 mieszkań i 47 664 domów. Do wynajęcia były 24 932 mieszkania i 2935 domów, a obecnie są to 24 994 mieszkania i 1859 domów – stan na 9 marca 2026. Zestawienie tych danych rzuca jaskrawe światło na pogarszającą się sytuację osób szukających ucieczki przed hałasem, gdyż drastyczny spadek dostępności domów o niemal 10 tysięcy ofert sprzedaży oraz o ponad 36% w segmencie najmu sugeruje, że spokojne azyle stają się towarem coraz bardziej deficytowym. W obliczu kurczącej się bazy dostępnych domów, ustawowy nakaz ujawniania adresów oraz transparentność kosztów utrzymania stają się dla ofiar hałasu nie tyle udogodnieniem, co niezbędnym narzędziem obrony przed stratą czasu i pieniędzy na wyjazdy do miejsc, które w rzeczywistości nie oferują upragnionego spokoju.
Walczysz z hałasem?
Poznaj innych, którzy też walczą: halaswpolsce.pl



Miesiące płyną tak szybko. Ciągle mam wspomnienia mieszkania u mojej siostry podczas jej wyjazdu, kiedy mogłem normalnie żyć bez hałasu i poczułem zmianę. Wszystko co poprawiło się w moim życiu wtedy przepadło, przez konieczny powrót do mojego mieszkania, gdzie mieszkam po rodzicach. Oni zmarli ojciec 54 lata mając, matka 61 lat, oboje na serce, jestem już długo sam, a hałas jest jaki był, a nawet większy. Tramwaje wprawiają mury w wibracje, co kilka minut jest ten łomot i drżenie. Oprócz tego doszło w ostatnich latach coraz więcej tych samochodów, które są specjalnie podgłaśniane, żeby hałasowały jadąc. Mieszkam tutaj całe swoje życie poza czasem kiedy mieszkałem w mieszkaniu siostry i jestem dowodem na to, że przeżyć się w hałasie da, tylko moje życie to trwanie, a nie życie. Jestem zupełnie zniszczonym człowiekiem, mam trudność, żeby porządnie zebrać myśli, chociaż mam wykształcenie wyższe na dobrej uczelni. Najczęściej jestem na L4 bo ledwo ciągnę, pewnie mnie znowu zwolnią z pracy wkrótce. Jestem taki wyczerpany. Przeczytałem ten artykuł jak wszystkie. Już wcześniej pisałem w innym komentarzu więc nie chcę się powtarzać, że bardzo chciałbym się wyprowadzić. Sprzedanie mojego mieszkania nie będzie problemem bo to parter kamienicy w zabytkowej części, ktoś by kupił na kawiarnię. Nie sprzedałbym na pub, gdyż nie chciałbym urządzić sąsiadom nade mną tego. Jednak najbardziej boję się gdzie ja bym trafił. Jestem wyczerpany, nie mam na nic siły, badania mam dobre. Tutaj jestem już przyzwyczajony żeby dojść do tych kilku miejsc, gdzie trzeba, żeby funkcjonować jak sklep i urząd. Pracuję w urzędzie obecnie. W nowym miejscu trzeba byłoby mieć tyle siły, żeby zacząć. Może poznałbym kobietę. Chciałbym poznać jakąś panią. Bez sił do życia nic z tego. Boję się na co bym trafił przez pośrednika nieruchomości. Mogłoby być gorzej. Jest tyle strasznych przypadków hałasu. Co bym zrobił gdyby wybudowano mi myjnię całodobową przed domem? Czytałem o tym artykuł i długo zastanawiałem się nad nim. To możliwe. Jestem w pułapce, gdybym miał rodzinę to nie wiem. Miałem matkę i ojca, gdy oni żyli też nie wyszliśmy z tego problemu aż zmarli. Te problemy są bardzo trudne. Cieszę się, że posłowie chcą pogonić dziadostwo, żeby agenci nieruchomości nie oszukiwali ludzi. Nie powinni oszukiwać. Można komuś zniszczyć życie. Gdybym ja tak trafił to nie pozbierałbym się już nigdy. Gdyby był uczciwy agent i mi pomógł sprzedać mieszkanie, a po tym jakoś przejść do nowego domu, to bym się zdecydował, ale ryzyko jest za duże, boję się paść ofiarą oszustwa, bo nie mam klarownych myśli przez ten hałas. Nie jestem taki bystry, zrobiliby mnie w konia. Hałas tak okropnie otępia. Pozdrawiam wszystkich, bardzo mi przykro, że jest wiosna. Wiosną jest gorzej, więcej hałasu, trzymajcie się.
Zatajają jeszcze poprzez zdjęcia robiąc je tak na granicy ściany budynku żeby się nie dało zobaczyć jak blisko jest dom sąsiada. Zdjęcia mogą być profesjonalnego autora, a nawet wtedy nie widać gdyż to jest celowo robione. Mają tak ustawić w kadrze dom, żeby nie dało się ocenić, wszystko na opis do tego „bajeczka” przez telefon i przyjeżdżajcie na miejscu zobaczycie. Często są zdjęcia smartfonem, ciemne żeby był „nastrój” bo wtedy mniej widać defekty. Widziałem oferty gdzie było napisane, że „cisza i spokój”, a w opisie otoczenia „przystanek autobusowy bezpośrednio przed domem, 100 metrów do boiska, kościół 2 minuty” etc. Ostatnio ktoś tu pisał o kościele jaki „spokój i cisza” kiedy z głośników każdą mszę słuchasz w swoim łóżku.
To jest o tyle chybiona inicjatywa, że nie ma już w tym kraju miejsc, gdzie jest owa „cisza i spokój” i nie ma sensu tego pisać w treści ogłoszenia, ani tym bardziej w to wierzyć.
Pośrednik we własnej osobie się odezwał… Ten prosiak z federacji też mówił w TVP, że „chybiona” i że nie wyrażają zgody, bo przecież lepiej zarabiać sto tysięcy na transakcji robiąc klientów w bambuko, niż nie zarabiać.
Czytaj to synu ze zrozumieniem: spokoju i ciszy już nie ma i nie będzie, więc ogłoszenia gdzie jest właśnie taka informacja należy traktować jako z góry nieprawdziwe…Nawet jeśli dzisiaj sąsiedztwo jest w miarę nieuciążliwe to nie ma żadnych ani prawnych, ani kulturowych gwarancji, że jutro się to nie zmieni – vide komentarze jak to sąsiad kupił quada sobie lub dziecku…
Sam czytaj ze zrozumieniem. Robienie bata na oszustów jest „chybione”, bo sąsiad może kupić quada? Zastanów się…
Zbiór legend regionalnych o pośrednikach by my tu mogli napisać, a dyć cuda i dziwy oni tu czynio, na Skalnym Podhalu. Na paniom redaktor czekamy.
Słuchajcie, muszę wyrzucić z siebie to, co nas spotyka przy szukaniu domu na Dolnym Śląsku, bo to, co się wyprawia na tym rynku, to jest po prostu jakiś ponury żart. Wyskoczył mi ten artykuł po haśle „oszustwa w nieruchomościach”, tak na marginesie.
Szukamy z mężem miejsca, gdzie faktycznie słychać tylko ciszę. Ten region ma ten niesamowity układ, że można tu trafić na domy czy stare założenia pałacowe stojące zupełnie solo, kilometrami od cywilizacji. I to nas urzekło – mury, oprócz tego, że nieogrzewane od kilkudziesięciu lat, zimą trzymają suchy, zdrowy mikroklimat. W wielu budynkach zero wilgoci, zero pleśni, po prostu przedwojenna solidność, o której dzisiejsze budownictwo może tylko pomarzyć.
Jesteśmy w takim punkcie życia, że mamy czas i chęci, żeby włożyć w to masę pracy. Mąż pracuje zdalnie jako specjalista dla międzynarodowej firmy, bywa we Francji w centrali na kilka tygodni w roku, ale na co dzień jesteśmy na miejscu i chcemy czegoś takiego. Dzieci są dorosłe nic już nas nie trzyma w mieście, w hałasie. I tu zaczyna się ściana. Tych nieruchomości nie ma w ogóle w ogłoszeniach. Próbowaliśmy przez księgi wieczyste, jednak zero reakcji na kontakty przez dane tam widniejące. Przez wywiady „pod płotem” na miejscu – nic, ponieważ nie ma sąsiadów. Wada i zaleta, gdy taka nieruchomość jest kilometry od innych ludzi, nie da się dowiedzieć czyje to, przez kogo można wykonać kontakt.
Najgorsze było i jest jednak zderzenie z „fachowcami”. Trafiliśmy na agencję od nieruchomości nietypowych. Pan agent, wystylizowany na wielkiego dziedzica, zażyczył sobie od nas 30 tysięcy złotych z góry. Za co? Za samo podjęcie się próby dotarcia do właścicieli, bez żadnej gwarancji, że w ogóle zechcą rozmawiać. Do tego prowizja od 5 do 7%, mimo że cena każdego interesującego nas budynku była jedną wielką niewiadomą skoro nie wiadomo czy budynek jest w ogóle na sprzedaż, prawda? Absurd.
Uparliśmy się, wynegocjowaliśmy 10 tysięcy opłaty, żeby tylko ruszyć z miejsca, bo z jednej strony drogo, ale z drugiej jeśli tylko będziemy narzekać, że drogo i trudno, to nigdy się nie wyrwiemy z Wrocławia, a hałasu we Wrocławiu to jest tak, że wystarczy otworzyć okno i coś wali z każdej strony. Najgorsze są nocne rajdy, choć w dzień też ich słychać, ale w nocy chcemy spać, barki, statki dyskotekowe, imprezy miejskie ryk na całe miasto, po kilka dni pod rząd, samoloty, lotnisko się rozwija. Długa, długa lista. Wracając do rzeczy wiecie, co dostaliśmy za te 10 tyś.? Listę ogólnodostępnych przetargów na jakieś chlewnie i obory po PGR-ach przy dworkach, o których od początku mówiliśmy, że nas nie interesują, bo nie chcemy płacić „miliona monet” za wyburzanie tysięcy metrów betonu czy wywózkę instalacji przemysłowych pordzewiałego dziadostwa, toteż dla nas od początku było jasne, że chcemy tylko wolnostojące budynki dworek, pałacyk, dawny klasztor jednak nie te, gdzie w dobie PRL dobudowano kilka razy tyle architektury rolniczej, produkcyjnej, co sam budynek mieszkalny. Rozstaliśmy się oczywiście w konflikcie, bo to było zwykłe naciąganie ludzi na pieniądze pod przykrywką „ekskluzywnych usług”. Możliwe, że pozwiemy naciągacza, to jest wciąż świeży temat, jeszcze nie zdecydowaliśmy.
Dziwi mnie to tym bardziej, że w Wielkopolsce te oferty są często jawne – można tam kupić parę hektarów ze starodrzewem taniej niż kawalerkę we Wrocławiu jednak akurat w tamtym rejonie nie chcemy. U nas na Dolnym Śląsku te perełki niszczeją, stoją puste, a dotarcie do nich przez te wszystkie zaszłości prawne i nieuczciwych pośredników to jest jakaś droga przez mękę. Nie twierdzę, że ogłoszeń w ogóle nie ma, ponieważ trochę jest, ale to co jest, to jest promil spośród wszystkiego co tutaj niszczeje i między nami, to są te tak naprawdę najmniej ciekawe.
Nadzieję wciąż mamy, szczególnie, że podczas wyjazdów na szukanie tych nieruchomości naprawdę nadzieję napędza nam ta cisza, spokój jaki tam znajdujemy. Da się wchodzić na teren wielu takich budynków, to tam jest niesamowita, kojąca cisza, nie ma żadnych „ludzkich” dźwięków, skoro nic całkowicie nie ma w pobliżu, w zasięgu wzroku. Czasami spędzaliśmy calutki dzień od brzasku do nocy, żeby się przekonać, wracaliśmy inaczej naładowani energią, dlatego nam zależy pomimo trudności, chociaż mąż, moim zdaniem, już mniej ma tego entuzjazmu i wiary, żeby nam się to udało, ja jednak nie widzę innej możliwości, ponieważ nie chcę spędzić reszty życia egzystując w hałasie i smrodzie powietrza. Nie ma od tego ulgi w mieście.
Może jest tu ktoś, kto ma podobne doświadczenia albo udało mu się przebrnąć przez taki proces zakupu bez dawania się naciągnąć? Czujemy się w tym wszystkim trochę osamotnieni, może ktoś napisze swoją historię?
Sz. Marto i Mariuszu!
Taka historia: kolega jakieś 20 lat wyemigrował do Irlandii. Czasami się odzywał, ale sporadycznie. Nagle ok. rok temu odezwał się pisząc, że zjechał do kraju…Napisałem mu, że fajnie, gdzie się zainstalowałeś? On mi pisze tak: jestem na Dolnym Śląsku, bo tu można nieźle zarobić na wypożyczaniu quadów. Ręce mi opadły i więcej się nie kontaktowałem. Nie wierzę w tzw. ciche, odludne miejsca w Polsce, a zwłaszcza takie, gdzie można mieć jakieś pojedyncze siedlisko – tam cham zawsze dotrze i będzie miał przewagę, a wy się wykończycie. Wolałbym już trafić na jakąś grupę osób, która wybudowała sobie domki ze wspólnym ustawieniem zasad (nie jest takich wiele, ale są), bo w grupie łatwiej się bronić. Jak będziecie sami to nie macie szans. Taniej znajdziecie w Portugalii czy Hiszpanii. W Polsce tylko stracicie kasę i nerwy.Poczytajcie tutaj komentarze ilu ludzi straciło choćby agroturystykę przez hałas…
My kupiliśmy działkę na wsi obok innych domów typowo miejskich. Łatwo to poznać, które domy należą do ludzi z miasta mieszkających na wsi, a którego do lokalsów. Od chałup lokalsów trzeba się trzymać z daleka, tam możecie mieć wszystko, każdy hałas o każdej porze. Oni nie przejmują się niczym i nikim. Zbudowaliśmy dom obok innych podobnych, szybko, w przeciągu jednego roku wszystko nam przebiegło. Jeśli się dobrze płaci, to nie ma żadnych problemów z wykonawcami. Oni nie chcą stracić dobrej pracy. Będą okradać i opóźniać temu, kto ich źle wynagradza. Piszę jak jest. Może ktoś skorzysta. Kasa na stół i w niepełny rok zamieszkaliśmy na swoim, ulga od bloku na Kurdwanowie w Krakowie była gigantyczna. Nie do opisania jest uczucie wyrwania się z hałasów będących dookoła ciągle. Ten wali kotlety, ten gra w strzelankę, następnemu huczy kino domowe, darcie się dzieci na klatce, piski, tupanie dzień i noc, trzaskanie drzwiami, awantury, wiercenie, remonty. Z góry, z boku, z dołu, spod bloku. Po przeprowadzce dotarło do nas bardziej niż przed jakie w blokach są slumsy, chociaż nasz to był bok dweloperski, 15 lat temu tam zamieszkaliśmy jak był nowy. Co jest w tych z wielkiej płyty, gdzie słychać co chwilę jak do zsypu wali wór z butelkami, to nie mówię. Współczuję znajomym, którzy zostali. Ostatecznie mieszkamy na podkrakowskiej wsi, było super, „ekspaci” z miasta wszyscy tak jak my, w porządku. Grillowanie, muzyka w ogródkach, trampoliny są, muszą być, trudno już i tak lepiej niż w bloku. Nie było takiej zupełnej ciszy. Mówię jak jest. Nie będę nikomu oczu mydlił, jednak naprawdę, wszystko tylko nie blok. Wszystko jest lepsze, ale tego roku zamieszkał już ostatecznie następny, też z miasta jak my wszyscy, który się budował na kolejnej działce od około 14 miesięcy i urządził sobie obok domu warsztat hobbystyczny. Przywozi jakieś graty, coś z tym robi. Szlifuje, piłuje, sprejuje, pył leci, lakiery śmierdzą i jest hałas. Działki mamy nie duże, nasza to 1800 metrów. Dookoła podobne. Nie inwestowaliśmy w teren, teraz widzę, że to był błąd. Poszliśmy do faceta z sąsiadem zapytać się o co chodzi. On z tym już około szósty tydzień przed dom wychodzi i ma przybudówkę zadaszoną gdzie też się tym zajmuje. On nam mówi, pytamy go czy on się jeszcze urządza, czy to są jakieś wykończeniowe zadania. Szczerze. Nie będę ściemniał, od razu wiedziałem, że nie, ale człowiek sobie nadzieję robi. On mówi, że nie. Tylko on się z miasta wyprowadził, bo jak to robił na balkonie to go sąsiad POZWAŁ !!! o hałas i wygrał sprawę za hałasy, bo go nagrywali przez ścianę. Musiał sprzedać mieszkanie żeby zapłacić odszkodowanie temu co go pozwał, bo przegrał, a za resztę się wyprowadził na wieś i mówi, że jest zadowolony!!! My mówimy, że my nie. On do nas na to, że to już trudno, bo na wsi nikt mu nie naskoczy, bo WSZYSCY rolnicy mają o dużo większe działki, gospodarstwa i każdy robi prace przy domach tego rodzaju więc o hałas w pozwie nadano mu karę za nieadekwatność do warunków miejscowych, czy jakoś tak. Mniej więcej w ten sposób to powiedział. I sama sędzia mu powiedziała na wyroku, że jak chce mieć takie hobby to musi się wyprowadzić NA WIEŚ!!! bo na wsi są hałaśliwe prace rolne i wytwórstwo więc tam będzie miał swobodę, a blok jest jednoznacznie mieszkaniowy i normą dla bloku jest możliwość spoczynku i nie wolno tak hałasować ani w dzień ani w nocy. To nam powiedział. I nas zagiął całkiem, bo ma rację. Jak sam napisałem najpierw i to podkreślam lokalsi robią wszystko. TAK TO PRAWDA, że są o wiele głośniejsi od niego, tylko na tym opiera się różnica, że koło nich nie zamieszkiwaliśmy, żeby nie musieć tego słuchać. Jak ktoś się sprowadzi koło chaty lokalsów i szuka ciszy, to jest pewne z góry, że ładuje się w kłopoty. Zrobiliśmy wszystko co się dało, żeby tak się nie wpakować. Mimo wszystko jest, jak jest. Gość jest nieagresywny, nawet oceniam go że sympatyczny. Ma zmysł techniczny dobrze nam się z nim gadało. Policji nie wezwiemy na niego, przecież byśmy się wygłupili. On to robi po swojej pracy, wraca około 18-19 w tygodniu i w weekend to cały. Teraz kiedy to piszę on sobie coś właśnie szlifuje, wizg przy zamkniętych oknach mam. Pospałbym po tygodniu, bo zmęczony jestem, a zamiast to czytam o hałasie. Jesteśmy od niego więcej jak 100 metrów. W dni tygodnia w czasie gdy nas też nie ma, ale od dzieci wiem jak jest, to go w ogóle nie ma, jest spokój jaki mieliśmy wcześniej. I CO LUDZIE? I CO?
Tragiczny scenariusz. Starałem się przekonać siebie o nieracjonalności moich obaw przed wyprowadzką w inne miejsce, jednak czytając, co spotyka ludzi czuję rozpacz beznadziei. Brzmi to gorzko jednak wolę tramwaje mam od których trzęsące się i dudniące mieszkanie od ryzyka trampolin oraz imprez grillowych, by skończyć przy kimś kto, się sprowadzi z warsztatem. W pełni serca współczuję Wam położenia w jakim się znaleźliście.
Wykupiliśmy działkę od rolnika, na nieodrolnionej postawiliśmy domek letniskowy nie wymagający pozwolenia na budowę po to żeby tam jeździć uciekając od hałasu z miasta. Było podobne domki dwa widać w okolicy w sporym oddaleniu od naszego. Jednego domku zmienił się właściciel a teraz mamy „festiwal hałasów” od połowy lutego gdy stopniały śniegi. Wykupił w dziczy a teraz zagęszczarka brukowanie, cementowanie, betony całą długą działkę zamienia na jeden beton, huki na kilometry, w mieście mamy ciszej. Poza tym są crossy a w tym roku więcej niż w poprzednim. Jeżdżą wszędzie. Dzieci samych na własną łąkę nie puścisz, bo może wypaść nagle z każdej strony.
Już po pierwszej w nocy a w naszym bloku jak w klubie nocnym. Walenie szafkami, tłuczenie butami, gonienie po schodach góra-dół, muzyka wali przez ściany. Nie wiem co z tymi ludźmi… Wyprowadził bym się chętnie teraz, już od razu, bym z domu wyszedł w jednej koszuli, jakbym wiedział dokąd, gdzie tego nie ma?
Gdzie tego nie ma? W Szwajcarii. Składa się na to wiele czynników: edukacja od najmłodszych lat i egzekwowalne prawo z którego społeczeństwo normalnie korzysta.
Mamy dom w stanie surowym otwartym. Przerwaliśmy budowę. W trakcie okazało się, że droga wojewódzka,odl.powyżej 1 km od działki, całkowicie niewidoczna z działki, huczy non-stop.Pomimo że jest las. Zieleń nie zatrzymuje hałasu!!!! Nie wiedzieliśmy tego wcześniej. Agent mówił,że jest idealna cisza. Nie ma ciszy w ogóle. Buczenie i dudnienie. Jak to się stało?! Za każdym razem jechaliśmy albo z agentem czy z rodziną, później architekt budowlańcy. Rozmowy przy uchu, paplanie, blablanie. Agent to się nie zamykał. Nie słyszysz tego hałasu z tła!!! Emocje są. Marzenie człowiek myśli, że spełnia, trudno dostrzec wszystko. Agent powinien patrzeć na zimno!!! Za to się mu płaci. Uważajcie, można się strasznie wrobić. Dopiero jak już dach położyli to pojechaliśmy we dwoje tylko, nikogo z nami i zaczęliśmy zauważać!!! Czy chcesz z tym do końca życia, to buczenie?!!! Jesteśmy załamani. Dom wystawiony w cenie co do 1 zł takiej jak z faktur wydaliśmy na materiał, projekt, firmę budowlaną!!! Nic nie chcemy na tym zarobić, tylko pozbyć się i odzyskać wtopiony kapitał. Nasze oszczędności życia. Nie ma chętnych 37 miesięcy dom na ogłoszeniach. Nie chcę tego buczenia cały dzień i noc na całe życie. Nikt inny też nie chce, my nie ukrywamy, mówimy przez co chcemy sprzedać jak dzwonią.
„Proszę o przesłanie operatu szacunkowego nieruchomości sporządzonego przez rzeczoznawcę majątkowego wpisanego do centralnego rejestru rzeczoznawców majątkowych”.
Od takich słów zaczynam każdą rozmowę z agentem jeśli dom z ogłoszenia mi się spodoba.
Te słowa gwarantują, że nie zostaniesz oszukanym.
Oraz to, że agent przestanie odbierać od Ciebie telefony.
Domu nie kupiłem pomimo 8 lat prób.
Ta branża oszustami stoi. Nie trafiłem na ani jednego uczciwego.
Szacunek za artykuł. Mówi przykrą prawdę o tym co przechodzą ludzie chcący kupić dom.